BUDOWA DOMU cz.1

 CZYLI JAK TO SIĘ WSZYSTKO ZACZĘŁO? 

Jak już Wam kiedyś wspominałam, myśl o budowie domu pojawiała się w naszych głowach kilkukrotnie podczas tych wspólnie spędzonych lat. Wiadomo jak to z takimi pomysłami bywa. Rzadko się udaje wszystko zrealizować, bez jakiś mniejszych lub większych kłopotów. U nas też było różnie. Po pierwsze z samą decyzją. Gdy w końcu, już ostatecznie padło na dom, trzeba było znaleźć miejsce odpowiednie miejsce. Szukaliśmy działki w okolicach naszego obecnego miasta. Nie za daleko, zależało mi by była to nadal gmina Świdnica. Zjeździliśmy okolice wzdłuż i wszerz, a z każda kolejną działką oddalaliśmy się od miasta lub/i zmienialiśmy całkowicie kierunek. 

W tamtym czasie byłam już naprawdę zrezygnowana i szczerze mówiąc pewnie kupiłabym już cokolwiek, byle mieć już ten etap za sobą. Tym bardziej, że mieliśmy na oku już i dom i firmę, która nam go wykona. Zależało nam na czasie, ponieważ już wtedy ceny rosły, a do zawarcia umowy potrzebna nam była działka. 

Na szczęście ślepy traf chciał żebyśmy wylądowali na naszej małej wioseczce, zaraz pod miastem. Ja buszowałam w Internecie po wszelkich ogłoszeniach, natomiast R. zajął się poszukiwaniami w terenie. I to właśnie on, przez zwykły przypadek trafił na porzuconą tablicę informacyjną o działkach na sprzedaż. Umówiliśmy się od razu. Gdy tylko wysiedliśmy z samochodu, wiedziałam, że to jest właśnie to, czego szukamy. Zakochałam się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia. Działka co prawda o dziwnym, trapezowym kształcie, ale w ogóle się tym nie przejmowaliśmy. Sąsiedztwo lasu, stawów, pól rekompensowała wszystko. A dla tego widoku mogłabym znieść wszystko :) 

Pozostało tylko dopiąć wszystkie formalności. Trochę to trwało. Finalnie, prawomocnymi właścicielami działki staliśmy się w marcu 2020, tuż przed wybuchem pandemii w Polsce. Stwierdziliśmy, że jak na jeden rok wrażeń nam już wystarczy i postanowiliśmy się skupić póki co na zdobyciu pozwolenia na budowę oraz na przygotowaniu siebie i swoich finansów do kredytu. 

Jako kompletny amator i nowicjusz, po pomoc zgłosiłam się do specjalisty. Miałam panią architekt, która zajęła się zarówno adaptacją projektu jak i wszystkimi formalnościami związanymi z pozwoleniem na budowę. Mimo, że mieliśmy kilka uwag co do jej pracy, to koniec końców to była dobra decyzja. Po pierwsze - czas. Może i nam się jakoś bardzo nie spieszyło, ale gdybym sama miał to wszystko załatwiać, pewnie nadal czekalibyśmy na pozwolenie. Wiadomo, że większość urzędów pracuje w godzinach, w których zwykle ludzie - w tym i ja - są w pracy. Takie załatwianie "po godzinach" lub w dniach wolnych trwałoby wieczność. Po drugie - stres, a właściwie jego brak. Takie rozwiązanie jest idealne dla osób, które nie lubią się denerwować. Ja akurat do takich należę i wolałam po prostu zlecić to komuś, kto się na tym zna. 

Takim sposobem przebrnęliśmy już przez wszelkie formalności i otrzymaliśmy pozwolenie na budowę. Czekamy na nowy 2021 rok, by złożyć wniosek o kredyt. Oczywiście cały czas pozostawaliśmy pod opieką doradcy finansowego. Wniosek wraz z wszystkimi, niezbędnymi papierami zlożyliśmy jakoś początkiem lutego. Z budową mieliśmy ruszyć wstępnie w kwietniu. Po wielu tygodniach oczekiwania, po licznych perturbacjach, w końcu w drugiej połowie czerwca dostaliśmy pieniądze i mogliśmy oficjalnie zacząć budowę. 

Teraz trochę z nostalgią spoglądam wstecz i zastanawiam się czy w ogóle zdawałam sobie sprawę co to znaczy "budować dom" :). Choć nadal uważam, że się da, to teraz wiem, że kosztuje to wiele stresu i nerwów. Już nie wspomnę o decyzyjności co poniektórych osób, które wpływają na wszystkie inne aspekty zagospodarowania przestrzeni wewnątrz domu....Ale do tego wrócimy innym razem. 

Tym czasem, życzę Wam miłego dnia! 

A ja lecę kupić stelaż podtynkowy :) 


J. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz