Jedenaste - nie narzekaj !

Ostatnio mam wrażenie, że chyba urodziłam się w nieodpowiednich czasach. Albo jestem po prostu niedostosowana :) Zwykła ludzka uprzejmość nie powinna być czymś odświętnym, na co trzeba jakoś szczególnie zasłużyć. To raczej sprawa podstawowa, trochę jak odruch bezwarunkowy, nad którym nie mamy władzy. W taki razie skąd w nas tyle złości i egoizmu?


Gdy dymek szkodzi podwójnie

Będąc w ciąży bardzo często odwiedzałam gabinet stomatologiczny. Mam ogólnie słabe zęby, co w ciąży się tylko spotęgowało, więc bywało, że wizyty miałam nawet co tydzień. Któregoś razy mój dentysta był nieobecny, zastąpił go inny lekarz. Przed przystąpieniem do zabiegu, przeprowadził dokładny wywiad. W pewnym momencie zapytał, czy palę papierosy. Pokręciłam przecząco głową, zaskoczona, że takie pytanie w ogóle padło. Wymownie pomasowałam się po brzuchu, jak to mają w zwyczaju przyszłe matki, zastanawiając się czy sam fakt bycia w stanie błogosławionym nie jest odpowiedzią samą w sobie. Okazało się, że jednak nie. Doktor miał już wiele ciężarnych pacjentek, które mimo noszenia pod sercem potomka, nie zrezygnowały z dymka.


Czytanie na zawołanie #październik

W ostatnim czasie udało mi się jakoś wziąć w garść, trochę się zorganizować i znaleźć chwile dla siebie. Te nieczęste momenty chce wykorzystać jak najlepiej i zrobić coś, co sprawia mi czystą, niczym niepohamowaną radość. Po jakiejś półtorarocznej przerwie (czy to przypadek, że akurat tyle ma Helena?) wróciłam do czytania książek. Pod koniec ciąży pochłaniałam ich chyba więcej niż jedzenia, co akurat wyszło mi na dobre :)


Słowo na niedzielę

W dzisiejszym wpisie poruszymy bardzo ważny temat, który ostatnio nie chce mi wyjść z głowy. Dlatego postanowiłam podzielić się swoimi spostrzeżeniami z Wami. Tekst nieco przekoloryzowany i z lekkim przymrużeniem oka - to dlatego, by lepiej zobrazować, to co się ostatnio wokół nas dzieje. A mam wrażenie, że dzieje się źle i za dużo. 


Jedziemy do Zoo, Zoo, Zoo

Już sam tytuł wskazuje, o czym będzie dzisiejszy post. Z zamiarem wybrania się do wrocławskiego ZOO nosiliśmy się już od dłuższego czasu, ale zawsze, jak na złość coś nam wypadało. Tym razem mieliśmy większa motywację, ponieważ jechali z nami znajomi z dzieckiem. Nie było opcji, by coś mogło nam te plany zmienić, o chyba, że nagłe załamanie pogody, ze ścianą deszczu na czele :)

Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło i kilka minut po godzinie 10 byliśmy na parkingu.



Dopiero się uczę, czyli co mi dała szkoła rodzenia

Zbliżając się do trzydziestki nie podejrzewałam, że ktokolwiek będzie w stanie zmusić, lub (jak kto woli) zmobilizować mnie do przekroczenia progu jakiejkolwiek szkoły :) A tu masz babo placek. Wraz z powiększającym się brzuszkiem, pojawiało się coraz więcej pytań i wątpliwości, na które doktor Google miał tysiące różniących się od siebie odpowiedzi. Dlatego postanowiłam, że będę korzystać tylko z jednego źródła wiedzy i nim bazować, walcząc z późniejszymi obawami.

Wybór był prosty, ponieważ w moim mieście był jeden szpital, a przy nim jedyna szkoła rodzenia. Muszę Wam powiedzieć, że bardzo miło wspominam tamten czas. Poznałam wielu wspaniałych ludzi, z którymi do tej pory miewam kontakt. Mam nadzieję, że po tym wpisie każda przyszła mama poczuje się zachęcona do udziału w nauce w bardzo przyjaznej i łatwej do przyswojenia formie.


Za co pokochałam Netflixa

Trzeba powiedzieć to głośno. Wpadłam jak śliwka w kompot i uzależniłam się od Netflixa. Serio. Dla mnie idealny wieczór, to koc, jakaś dobra herbata i seriale na Netflixie. Ostatnio odkrywam coraz to nowe, ponieważ na filmy szkoda mi czasu. Ciężko znaleźć wieczorem dodatkowe dwie godziny na film. A na jeden odcinek serialu, już tak :) Oto moje ulubione propozycje :


Dziś są moje urodziny

Tak jak w tytule, dziś obchodzę 31 urodziny. Z tego powodu mam dla Was 31 faktów o mnie.



Bociankowe przyjęcie


Tytułowe "bociankowe przyjęcie", czyli polski odpowiednik baby shower,  jest niczym innym jak przyjęciem organizowanym dla nienarodzonego jeszcze dziecka i przyszłej mamy. Zwyczaj ten przywędrował do nas z zachodu, i mimo, że nie jest jeszcze zjawiskiem powszechnym, w Polsce zdobywa coraz większe grono zwolenników. Uhonorowanie w ten sposób przyszłej mamy jest świetnym pomysłem, by umilić jej czas oczekiwania na przyjście na świat maleństwa. Takie przyjęcie najlepiej zorganizować w ostatnim trymestrze ciąży. Nie tylko dlatego, że już wszystkie zagrożenia i dolegliwości miną. W tym czasie w kobiecie zachodzi wiele reakcji, intensywnie działa instynkt macierzyński i pojawia się syndrom wicia gniazda. Wtedy każdy podarek wywołuje zadowolenie, a czasami nawet euforię i łzy wzruszenia.


Dzień bloga, czyli po co to wszystko

Szczerze mówiąc, nawet nie spodziewałam się, że istnieje takie święto.  Nie sądziłam, że blogowanie jest aż tak popularne i powszechne, by mieć swój własny dzień. A jednak. 31 sierpnia mamy Dzień Bloga. A właściwie blogów.


Łazienka szyta na miarę

Cześć!

Już dawno nie było żadnego, remontowego wpisu. Wszystko przez wieczny brak czasu oraz fakt, że sam remont ciągnie się jak przysłowiowe flaki z olejem. Dziś chciałabym Wam pokazać skończoną łazienkę. Jest wręcz mikroskopijna, więc tutaj tym bardziej liczyliśmy się z każdym centymetrem.




Jak widzicie stan tej łazienki pozostawia wiele do życzenia. Nie robiono tam nic od momentu wzniesienia budynku. Czekało nas wiele pracy. Po drodze czekało nas kilka niespodzianek, które wpłynęły na długość remontu. 

Ugryź się w język, czyli czego się nie mówi młodej mamie

Dziś wpis typowo kobiecy, bo nierozerwalnie związany z macierzyństwem. Każda z nas miała do czynienia, z kimś kto, delikatnie mówiąc, gada co ślina na język przyniesie, nie bacząc na uczucia innych. Jako młode mamy jesteśmy bardzo podatne na wszelkie uwagi i sugestie. Z założenia wszystko bierzemy do siebie. Jesteśmy nieco przewrażliwione, co można wytłumaczyć rozbujanymi do granic możliwości hormonami, które z łatwością przejmują władze nad naszymi emocjami, powodując płacz nawet na reklamach. Nic więc dziwnego, że pewne słowa dotkliwie nas ranią i pozostawiają dziurę niepewności, wątpliwości i utraty wiary we własną, macierzyńską intuicję.



Pewnie na ten temat powiedziano już wiele, jak nie wszystko :) Spróbuję jednak przedstawić Wam moje subiektywne zestawienie najlepszych tekstów, które powinny być zakazane prawem, pod groźbą więzienia lub spania ze słuchawkami w uszach, z których pobrzmiewałby płacz wygłodniałego niemowlaka :)

Polaka - przychodniaka obraz różny


Jak już Was informowałam, w ostatnim czasie wróciłam po pracy po dość długiej nieobecności. W związku z tym musiałam wykonać badania okresowe. Jak wiadomo, w tym przypadku nie da się ominąć przychodni zdrowia. Budzik, nastawiony na 5 rano, nieśmiało powiadomił mnie, że pora wstać. Jakoś się z łózka zwlekłam, co było niezwykle trudne, bo mamy nowy materac, który wręcz prosi, by jeszcze chwile poleżeć. Po porannej toalecie, o godzinie 5:45 byłam gotowa do wyjścia. Do przychodni miałam dosłownie rzut beretem, a skoro była czynna od 6, to czas na dotarcie powinien wystarczyć . O jakże się myliłam. Polak przezorny, więc jak jest coś jest czynne od 6, to trzeba być chyba na 5, bo wchodząc do przychodni ujrzałam sporej długości sznureczek oczekujących i jedną panią w okienku rejestracji. Kolejka zaczęła już zakręcać w boczny korytarz, więc grzecznie ustawiłam się na końcu. Przede mną było chyba z 25 osób. Spędziłam tam kilka dobrych godzin, co jakiś czas zmieniając kolejkę i gabinet. Miałam sporo czasu na obserwację przewijających się obok ludzi. Oto kilka typów, które mnie szczególnie zaciekawiły :)

Szlechetne zdrowie, nikt się nie dowie...


... jako smakujesz, aż się zepsujesz. Ten fragment fraszek Jana Kochanowskiego idealnie opisuje podejście człowieka do zdrowia. Niestety zazwyczaj jest tak, że pewne rzeczy doceniamy dopiero, gdy ich nam zabraknie. 

Pies w dom, bóg w dom?

Gdy wyobrażam sobie swoje idealne życie, oczyma galopującej wyobraźni widzę gromadkę dzieci bawiących się w ogrodzie, przed nie za dużym, a funkcjonalnym domkiem z wielkimi oknami, które w pocie czoła myję. Na zewnątrz świeci słońce, a ja siedzę na tarasie, z kawą w ręku, z lekko zamkniętymi oczami, nasłuchuję odgłosów bawiących się dzieci. Gdzieś pomiędzy wesołymi okrzykami, które po czasie przekształcą się w odgłosy wojenne, pojawia się żwawe szczekanie naszego czworonoga.

Wizja jak z obrazka. Bardziej sielsko już chyba nie mogłoby być. Dlaczego, więc to marzenie nie może być rzeczywistością?



BABA ZA KÓŁKIEM, CZYLI ŁAMIEMY STEREOTYPY


Ostatnio na moim facebook'owym fanpage-u opublikowałam ankietę pt "kto lepiej prowadzi samochód". Powiem Wam szczerze, spodziewałam się bezkonkurencyjnej wygranej Panów, którzy zostawią płeć piękną hen daleko za sobą. Wyniki mnie zaskoczyły, ponieważ, mimo, że mężczyźni wygrali, to zwycięstwo dała im przewaga jedynie dwóch głosów.


To dało mi do myślenia. Czyżby stereotyp "baby za kółkiem" odchodził do lamusa, zwalniając miejsce na pojęcie równości wśród kierowców? Według mnie to własnie ma miejsce.

Przygotowując ten wpis zasięgnęłam języka, gdzie się da. Rozpuściłam wici po Internetach, by móc jak najbardziej się rozeznać w temacie i poznać zdanie szerszej publiczności. Wniosków mam kilka, co prawda są one subiektywne i tylko moje, ale chętnie się w Wami podzielę :) Jestem ciekawska z natury, więc pewnie Was nie zdziwi, że z przyjemnością poznam Wasze zdanie na ten temat.

PODEJDŹ DO TEMATU NA CHŁODNO

Nie jest żadnym odkryciem, że lato sprzyja przebywaniu na świeżym powietrzu. Pogoda zazwyczaj dopisuje, a to zmusza nas do ruszenia tyłków i wychodzenia na chociażby spacery. Jeśli jest słonecznie, także my spędzamy na dworze praktycznie całe dnie. Zaliczamy wtedy wszystkie możliwe parki i place zabaw w mieście. Takie włóczęgowskie zapędy dają spore pole do obserwacji. W okolicach południa w parkach i na miejskich skwerach królują mamusie z wózkami, babcie z dzieciaczkami, a nawet dziarscy dziadziusiowie.


A ja chcę się jeszcze pobawić w chowanego

Obecnie w sieci królują spoty z hasłem "koniec zabawy w chowanego", który promuje karmienie piersią w miejscach publicznych, jako zachowanie całkiem naturalne i wręcz konieczne. Jak najbardziej się z tym zgadzam, by nie chować się w obskurnych toaletach, ale też niekoniecznie byłabym skłonna karmić przy restauracyjnym stoliku. Dobrze mieć wybór, rozumiem to doskonale. Każda mama ma prawo karmić po swojemu. Liczy się przede wszystkim jej komfort i dobre samopoczucie.

Zgaduj zgadula, gdzie jest Helunia? źródło: https://www.justinlife.pl

Nagość w mniejszym mieście

Cześć!

Pogoda ostatnio nas rozpieszcza i prowokuje do zrzucania kolejny warstw fatałaszków. Na szczęście moda plażowa, w większości,  pozostaje nadal domeną piaszczystych zakątków i pomostów przy jeziorze. My, dorośli raczej nie mamy problemów w określeniu, czy coś jest dozwolone, czy może wręcz odwrotnie. Zazwyczaj potrafimy rozróżnić cienką granice między błahym nagięciem zasad, a zniesmaczeniem. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy któregoś upalnego dnia wyszłam z galerii.


Idealny Ojciec to...

Długo zastanawiałam się, czy użyć w tytule słowa " idealny". Przecież wiadomo, ze tacy ludzie nie istnieją, mimo to większość z nas dąży do szeroko pojętej perfekcji. Szczególnie my matki, gonimy za wyidealizowanym obrazem samych siebie, często potykając się o własne nogi, zdzieramy brody na chodniku. Słysząc słowo "idealna/y" myślimy o sobie jako matkach, o naszych dzieciach, partnerach, życiu, pracy i wypoczynku. Z rzadka się zdarza, by padło tam "tata". Dlatego dziś, z okazji Dnia Ojca, przedstawiam Wam Ojca Idealnego. Oto On - Ojciec Zaangażowany.


Córunia Tatunia, źródło: https://www.justinlife.pl/

Trzy słowa do Matki Niezłomnej


Do Pani, którą mijałam na spacerze.

To był zwyczajny poranek, niczym się nie różniący od pozostałych. Helenie znów szły zęby, co oznajmiała nagłym, przerażającym krzykiem. Noc była kiepska, przez co poranek także nie należał do najlżejszych. Od rana czułam się zmęczona i zrezygnowana. Po drugim śniadaniu wyszłyśmy z Heleną na codzienny spacer. Mimo wczesnej godziny, żar lał się z nieba, szybko przyprawiając mnie o krople potu na czole. Pchałam wózek pod górkę, przeklinając w duchu jego ciężar.


Abecadło, czyli co mi dało macierzyństwo? cz.4

Cześć!

Dziś mam dla Was ostatnią część z serii "Abecadło, czyli co mi dało macierzyństwo?". To było ciekawe doświadczenie. Z Waszych komentarzy wynika, że i Wam przypadło do gustu. Pojawiały się stwierdzenia, że to swoista reklama macierzyństwa. Wiecie co? Nie mogę się z tym nie zgodzić. Jeszcze będąc w ciąży, byłam straszona rozmaitymi historiami, mrożącymi krew w żyłach. O niewyobrażalnym bólu, nieprzespanych nocach, problemach z karmieniem, kolkach i wiecznym zmęczeniu. Postanowiłam już wtedy, że ja nikogo w ten sposób nie będę straszyć. Wolę skupić się na pozytywnych stronach, w końcu dziecko to nie chwilowa zachcianka, a zobowiązanie na całe życie, więc po co od początku skupiać się na niedogodnościach? Na to zawsze będzie czas ;)

Jeśli nie widzieliście poprzednich wpisów, zapraszam serdecznie do lektury (cz.1cz.2cz.3).

źródło : www.freepic.com


Wesele z dzieckiem, czy to ma sens?

Sezon weselny rozkręca się na dobre. My w tym roku jesteśmy zaproszeni na dwa. Jedno na miejscu, nawet całkiem blisko domu, drugie wyjazdowe. W obu tych przypadkach zastanawiam się, jak sobie poradzić z małym dzieckiem. Czy jest sens zabierać je na wesele?


Abecadło, czyli co mi dało macierzyństwo? cz.3

Cześć!

Dzisiaj kolejna odsłona wpisu, który ma odpowiedzieć na pytanie "co mi dało macierzyństwo?". Jeśli nie czytaliście poprzednich części, możecie nadrobić zaległości. Tu macie link to części pierwszej (klik) oraz do drugiej (klik). Do "Z'" jeszcze zostało kilka liter, więc bez przedłużania. Oto, co mi dało macierzyństwo.


Śmieci, śmieci wszędzie, zwariowało, oszalało moje serce.

Cześć!

Ostatnio pogoda nas, delikatnie mówiąc rozpieszcza, co sprzyja spędzaniu czasu na świeżym powietrzu. Podczas naszych codziennych spacerów pokonujemy coraz większy dystans, zbliżając się do półmaratonu co najmniej :) Z Heleny jest słaby towarzysz rozmów, bo większość marszu przesypia, więc ja mam mnóstwo czasu na przemyślenia, pisanie, albo spisywanie przemyśleń. Zawsze mam ze sobą mały kocyk. Szukam jakiegoś spokojnego, trawiastego kawałka ziemi w cieniu i przysiadam, by choć na chwilę, cieszyć się błogą ciszą. Ostatnio zauważam, że o takie miejsca coraz trudniej. Jeśli już jakieś rzuci mi się w oko, przyciągnie kojąco wyglądającą zielenią, skusi kojącym chłodem cienia, okazuje się, że to nie trawnik, a wysypisko śmieci.

źródło : https://www.justinlife.pl/

Abecadło, czyli co mi dało macierzyństwo? cz.2

Cześć!

Zgodnie z obietnicą, dziś kolejna odsłona naszego "ABECADŁA". Jesteście ciekawi, co jeszcze dało mi macierzyństwo? Zapraszam do lektury. Jeśli nie widzieliście jeszcze części pierwszej, zapraszam tutaj:)


Dzień rodzicielstwa zastępczego


Dzisiaj, czyli 30 maja obchodzimy Dzień Rodzicielstwa Zastępczego. Temat jest mi niezwykle bliski, bo poznany na własnej skórze. Niewielu z Was wie, że od prawie dziesięciu lat pełnię tę rolę. Dziś chciałabym się z Wami podzielić moimi przemyśleniami, związanymi z tym niełatwym zagadnieniem. Podkreślam, że jest to tylko moja opinia, bardzo subiektywna i szczera, może zbyt emocjonalna, ale czasami przychodzi taki czas, że człowiekowi się ulewa.

Abecadło, czyli co mi dało macierzyństwo ? cz.1

Cześć !

Dokładnie rok temu obchodziłam swój pierwszy Dzień Matki w nowej roli. Wtedy jeszcze zielona, nieco wystraszona, jak to bywa z młodymi mamami w pierwszych tygodniach życia ich pociech. Dziś, gdy patrzę trochę z boku na ten czas, widzę jak wiele zmian zaszło przede wszystkim we mnie.  Kobieta, którą widzę teraz w odbiciu ekranu komputera jest zupełnie inną osobą niż świeżo upieczona mama sprzed roku. A to wszystko dzięki kilku rzeczom, jakie dało mi macierzyństwo. Wpis okazał się bardzo obszerny, dlatego przedstawię go w kilku częściach. Dziś zapraszam Was na cześć pierwszą.

źródło : https://www.freepik.com/

Czy to w ogóle możliwe? Czyli wakacje z niemowlakiem.

Cześć!

Jak już wiecie, parę dni temu wróciliśmy z wakacji. Byliśmy w malowniczej miejscowości Peschiera del Garda, położonej nad włoskim jeziorem Garda. Jak wyglądała ta podróż od strony praktycznej mogliście przeczytać tutaj. Dzisiaj chciałabym Wam pokazać, że z małym dzieckiem też można się świetnie bawić.


Bambino na giro, czyli bobas na wycieczce

Cześć!

Ostatnio mogliście przeczytać, jak wyglądał mój wyjazd do Włoch w czasach "sprzed dziecka". Jeśli nie czytaliście, link macie tutaj :) Dziś zapraszam Was do lektury tekstu o naszej wyprawie do słonecznej Italii, z niemowlakiem na pokładzie.


Buongiorno Principessa

Cześć!

Dziś w poszukiwaniu słońca wyruszymy do słonecznej Italii. Tam kolejna odsłona taniego podróżowania.

Ostatnio podzieliłam się z Wami moimi wrażeniami z wycieczki do Paryża. Dziś chcę Was zabrać w nieco inne rejony, a mianowicie do przepełnionych słońcem Włoch.



Pan Młody Jęczmień

Cześć!

Weekend majowy stał się już tylko mglistym wspomnieniem, a jednak jego skutki odczuwam nadal. Wiadomo jak jest na tych majówkach. Toż to istne święto grilla :) Od nadmiaru kiełbasy, kaszanki i karkówki, boli nie tylko głowa, ale i brzuch. Jak sobie z tym fantem poradzić? Najłatwiej byłoby nie jeść nic. Pić przez kilka dni, te dziwne soczki, co to cuda podobno działają. Nie wiem, nie próbowałam i nie zamierzam, bo ponoć kosztują siedem stówek, więc efekt odchudzający, przynajmniej portfel, jest z pewnością ogromny, bo już nie zostaje na normalne jedzenie ;)
Ja dlatego pójdę w nieco innym kierunku i z daleka tym soczkom pomacham. Jak dla mnie, to póki co, nie ma lepszej diety niż mż, czyli w wolnym tłumaczeniu mniej żryj :) Po takiej ilości przetworzonej i niezdrowej żywności, jaką pochłonęłam podczas tej majówki, mam ochotę wyć do księżyca i prosić mój organizm o wybaczenie. Ale stało się. Trzeba teraz jakoś to odkręcić.

Legenda o Helenie

Cześć!

Ostatnio w telewizji śniadaniowej poruszany był temat snu niemowlaka i małego dziecka. Padło tam stwierdzenie, że "krążą legendy o kilkutygodniowych bobasach, które przesypiają 6 godzin lub więcej". Poczułam się tym stwierdzeniem wyróżniona, bo okazało się, że jestem mamą legendarnego dziecka.
żródło www.freepik.com

A za tamtych czasów...

Cześć!

Weekend majowy już za pasem. Większość z nas ruszy w drogę, by odpocząć te kilka dni gdzieś w lesie, nad jeziorem, morzem, czy tez w górach. Zapakujemy auta po dach i pojedziemy w siną dal. W czasach, roboczo nazywanych "przed dzieckiem", decyzje o wyjeździe gdziekolwiek, były podejmowane w ułamku sekundy. Teraz, żeby gdzieś pojechać, plan podroży musi zostać przedstawiony i zaakceptowany na dużo wcześniej. Kto mi powie, że dziecko nic nie zmienia? Oto kilka, podstawowych różnic, jeśli chodzi o podróżowanie po Polsce z dzieckiem i bez.

Trudne powroty

Cześć!

Kilkanaście dni temu, Helena stała się pełnoprawnym roczniakiem, a co za tym idzie, dobiegł końca mój macierzyński, nie wiem z jakiej racji nazwany urlopem. Musicie wiedzieć, że gdy byłam w ciąży, dość szybko wylądowałam na zwolnieniu lekarskim z przyczyn zdrowotnych. Nagromadziłam więc sporo wolnych dni, które teraz muszę wykorzystać, przez co mój wielki powrót przesunął się w czasie. Nie zmienia do faktu, że zbliża się nieubłaganie, co z jednej strony mnie cieszy, a z drugiej, przepełnia niepokojem. Ogólnie jestem nastawiona bardzo pozytywnie do tej kwestii. Nie wiem czy w tym momencie, nie narażę się innym mamuśkom, przyznając się do czynu wręcz haniebnego. Ja wręcz tęsknię za towarzystwem ludzi, którzy słuchają czegoś innego niż "Klub Mamy Gąski" :).


Bonjour Paris

Cześć!

Dziś chciałabym Was zabrać w podróż do stolicy Francji, gdzie pokażę mój sposób na tanie i ciekawe podróżowanie.

Jak wiecie, u nas ostatnio cały czas coś się dzieje. O jakimkolwiek wypoczynku możemy sobie na razie pomarzyć. Aby nieco sobie przybliżyć wakacyjny klimat, dziś zajmiemy się podróżowaniem. Jest to specjalne życzenie mojej serdecznej koleżanki, która stwierdziła, że muszę o tym napisać (Aguś, wielki buziak dla Ciebie). Jak mus to mus :) Nie jesteśmy jakimiś wybitnymi globtrotterami. Radek, z racji studiów w kierunku turystyki, miał okazje podróżować i zobaczyć co nieco. Ja zdecydowanie jestem daleko, ale to daleko w tyle. Jednak kiedy już gdzieś wyjeżdżamy, staramy się, aby nie zrujnowało to całego, domowego budżetu. Zgodnie z zasadą , częściej, a mniej.


Jak Radek wpadł w sidła nałogu

Cześć !

Dziś będzie o temacie dość trudnym. Cała historia miała swój początek, jakiś rok temu. Zaczęło się dość niewinnie. Spróbowaliśmy najpierw oboje. Mi znudziło się szybko, lecz Radka entuzjazm nie słabł. Początkowo robił to raz dziennie, lecz z czasem częstotliwość wzrosła. Teraz przed jakąś większą gościną potrafi dochodzić do tych incydentów nawet kilka razy w ciągu dnia. Podejrzeń nabrałam dopiero, gdy zaczął znikać wieczorami. Zamykał się w czeluściach kuchni i wracał ubrudzony jakimś białym proszkiem. Próbowałam z nim rozmawiać, jednak ona ma swoje argumenty. Mówi, że lepiej się dzięki temu czuje, ma więcej energii, a i waga samowolnie spada. Wtedy do mnie dotarło, że Radek wpadł w sidła nałogu. Muszę to głośno powiedzieć... Radek jest uzależniony od pieczenia domowego chleba.



Coś dla łakomczuchów

Cześć!

Po Świętach, kiedy to na stołach królują rożnego rodzaju słodkości, mam wrażenie, że mój organizm przechodzi jakiś zespół odstawienia. Nie lubię się męczyć, więc odstawiam słodycze stopniowo :) Czasami, aż mnie skręca, żeby przekąsić coś dobrego, a co najważniejsze - słodkiego. Moja silna wola jest z reguły, bardzo słabiutką istotą, dlatego często ulegam pokusom. Czy jest jakiś rozsądny sposób, aby zaspokoić apetyt, nie narażając się na konieczność wymiany garderoby na rozmiar większy? Muszę Wam powiedzieć, że jest, do tego bardzo prosty, szybki i smaczny. Dzisiaj się zajmiemy przygotowaniem domowej nutelli, co ciekawe, bez grama złego cukru. Przepis jest banalnie prosty, nie wymaga wielu składników, dlatego też wstęp jest tak długi, żeby jakoś to na blogu wyglądało :)

Wielka zagadka rozwiązana

Cześć!

Odkąd sięgam pamięcią, uaktywniał się w okolicach wszelkiego rodzaju świąt i uroczystości rodzinnych. Objawy dawał rozmaite i dość ogólne, przez co ciężko było go zdiagnozować. Im ważniejsza okoliczność, tym symptomy były silniejsze i bardziej dokuczliwe. Zazwyczaj były to lekkie zawroty głowy, ciemne mroczki przed oczami, tu i ówdzie pojawiał się ból mięśni, jak po jednorazowej wizycie na siłowni, a do tego ciągłe, przewlekłe rozdrażnienie, zmieniające zwykłego człowieka w istną burzę gradową. Dlatego przez lata podejrzewałam się o jakiś defekt mózgu, albo chociaż brak istotnej klepki. Jednak okazało się, że jest nie tylko bardzo zaraźliwy, ale, co najciekawsze, przybiera na sile, jeśli w jednym pomieszczeniu znajdzie się kilku nosicieli. Ogólnie nie wymaga leczenia, zazwyczaj ustępuje samoistnie wraz z końcem okresu świątecznego.

"Cóż to za dziwna choroba?" zapytają niektórzy. "Mam podobne objawy" powiedzą inny. "Jakbym widziała siebie" pomyśli nie jedna z nas. Mnie się w końcu udało rozwiązać zagadkę oraz odpowiedzieć na to nurtujące pytanie. Wiem już, co mi dolegało przez lata, nie pozwalając odpowiednio się zrelaksować. Dlatego w tym roku nieco odpuszczam i nie daję się porwać w wir "świątecznego pierdolca" :).


Makaron z cukinią i awokado

Cześć!

W życiu każdej z nas, bywają takie dni, że nie wiadomo w co ręce włożyć. Czas ucieka nieubłaganie i nie wiem jak mocno być się starała, doba dalej trwa dwadzieścia cztery godziny. Gdzieś pomiędzy poranną, wiecznie zimną kawą, kolejnym praniem, a spacerem, trzeba jeszcze zrobić tyle rzeczy. Gdyby klonowanie ludzi było możliwe, chętnie byś się zgłosiła na ochotnika. Razy dwa poproszę! Niestety, tak łatwo nie będzie. Z ząbkującym niemowlakiem na rękach, który skutecznie skupia na sobie uwagę, próbujesz produktywnie wykorzystać każdą chwilę. Zabierasz się za obiad, otwierasz lodówkę, a tu światło :)

Zrób to sam czyli urodzinowe dekorejszyn

Cześć!

Roczek naszej pierworodnej córy zbliża się wielkimi krokami. Co prawda, przesunęliśmy imprezę o tydzień, bo wypada dokładnie w Wielką Sobotę, co trochę mija się z planem hucznego świętowania. Nie mniej jednak, czasu zostało niewiele. Nie byłabym sobą, gdybym z tej okazji nie spróbowała wykonać czegoś "tymi ręcami". Lubię sobie czasami tu wyciąć, tam przykleić, tu przyszyć, tam rozp... pruć :) Na tak wyjątkowe święto, jakim jest rocznica urodzin, a co za tym idzie, rocznica porodu, postanowiłam zaszaleć i przygotować multum ozdób i dekoracji. Oczywiście cześć rzeczy zamówiłam z neta np. balony i zaproszenia (które, swoją drogą, gdzieś się zawieruszyły i jeśli ich nie znajdę, będę zmuszona wykonać nowe osobiście). Dotarły też do nas balony na hel z Wish'a w kształcie 1 oraz wyrazu love.

Coś na ząb - czyli kotleciki z kaszy

Cześć!

Jak widzicie troszkę się u nas pozmieniało. Postanowiłam nieco rozszerzyć zakres bloga, bo nie samym remontem człowiek żyje. Stąd też nowa nazwa. Chciałam dzielić się z Wami także innymi aspektami naszej codzienności. Mam nadzieję, że ta zmiana nie wprowadzi niepotrzebnego zamieszania.

Nie będę ściemniać :) Chciałam też wpleść w tego bloga moją kolejna pasję, jaką jest gotowanie. Chyba nic tak mi nie sprawia przyjemności jak całodniowe stanie przy przysłowiowych garach. Najlepiej jakby w tym czasie nikogo nie było w domu, no ale nie można mieć wszystkiego. Jestem typowym samoukiem, nigdzie nie uczyłam się gotować, nie licząc kilku lekcji pieczenia odebranych od mojej Cioci Głównej - jak ją nazywamy, które i tak skończyły się fiaskiem, bo jak nie lubiłam piec, tak dalej nie lubię. No cóż, cukiernikiem nigdy nie będę :) Wracając do tematu. Gotuję odkąd pamiętam. Już jako dziecko rwałam się do przygotowywania posiłków. Pierwszy, całkowicie samodzielnie wykonany obiad, podałam na stół mając zaledwie dziewięć może dziesięć lat. Może kiedyś nie wyglądało to na żadne wielkie osiągnięcie, ale w dzisiejszych czasach... :) Od tamtej pory poszukuję, eksperymentuję i wymyślam różne dziwne rzeczy. Zdarzają się perełki, które na stałe weszły w nasze menu, ale były i niewypały, których nie dało się przełknąć i nawet Radek wymiękał :) Człowiek uczy się na błędach, więc kilka też musi popełnić.

Jaja jak berety

Cześć!

Przyznaję, że Wielkanoc nie jest moim ulubionym świętem. Jako dziecko, bardziej się cieszyłam na nadejście zająca, bo to oznaczało górę słodyczy :) A które dziecko nie lubi słodkości? Pamiętam to skupienie, kiedy układało się kompozycję koszyczka oraz zapach święconki, który unosił się w Kościele. Mieszanina zapachu jajek z kiełbasą i chrzanem. Ile trzeba było mieć silnej woli, żeby się powstrzymać i nic nie skubnąć z koszyczka! Pamiętam też zabawy, które umilały czas po Wielkanocnym śniadaniu. Nie wiem czy znacie bitwy na jajka? Każdy wybiera po jednym, ugotowanym na twardo. Zawodnicy zderzają ze sobą jajka, a wygrywa ten, którego jajo jest najmniej pokiereszowane. Tak, jako dzieciak lubiłam Wielkanoc, ale to były czasy, kiedy można było się oblewać wiadrami wody i nikt nie robił z tego szumu. Nikt się nie przejmował, wyglądem zmokłej kury. Latało się tak cały dzień. Ba! Od rana się to wszystko zaczynało, bo pierwszy atak serwowali rodzice. Takich pobudek się nie zapomina :) Sadyści :)


Co w trawie piszczy

Cześć

Rok 2018 rozpędził się na dobre, dlatego dzisiaj się chwilkę zatrzymamy i opowiemy o trendach obecnie królujących w wystroju wnętrz. Wiadomo, że o gustach się nie dyskutuje. W domu mamy przede wszystkim czuć się dobrze i swobodnie, dlatego nie ma co przesadzać i ślepo podążać za trendami. Warto jednak zapoznać się z ogólnymi wytycznymi oraz skubnąć z nich coś dla siebie.


Moja codzienna odsiecz

Cześć i czołem!

Może to trochę stereotypowe, ale mam wrażenie, że dzisiejszy temat przypadnie do gustu głównie damskiej części czytelników. Będzie o czymś, co jedni kochają, a inni nienawidzą. Mimo mieszanych uczuć, jakie ta czynność wywołuje, trzeba ją powtarzać praktycznie codziennie. I to w rozmaitych konfiguracjach. Najczęściej działania te są równie męczące, co półgodzinna sesja z Chodakowską. Wyciskają też nie jedną kroplę potu, ale zamiast żwawych wymachów w rytm skocznej muzyki, machamy ... ścierką. Tak, dzisiaj będzie o nieszczęsnym sprzątaniu.

Wieszak wykonany Rączkami

Cześć!

Bardzo nam miło, że post o wieszaku spotkał się z takim zainteresowaniem. Nic tak człowieka nie cieszy, jak miłe słowo w kierunku jego pracy. Od razu nabiera się nowych sił do dalszych działań. Pytaliście o konkretny. Ze względu na fakt, że głowni wykonawcy wieszaka to Radek i jego brat, zdecydowałam, że będzie to miejsce na jego debiut. Poniżej zamieszczam opis.

Oda do tablicówki

Tablicówko ma kochana,
Inspirujesz mnie od rana,
Chciałoby się wałek chwycić
I Cię trochę tu przemycić,
To na ścianę, to na meble,
Ty się nadasz prawie wszędzie!

Przyznaję się bez bicia - jestem wielką fanką farby tablicowej. Niesamowicie odmienia wnętrza, ozdoby czy sprzęty. Na rynku mamy dostępne nie tylko farby, ale także rozmaite akcesoria z wykorzystaniem tablicówki. U nas w domu króluje ogromna naklejka na lodówkę, na której mamy listę zakupów oraz różne terminy np. wizyt u lekarza. Sprawdzają się także te małe, urocze naklejki na słoiczkach z przyprawami.


O kawalerce słów kilka



Jak już zdążyłam Was poinformować, właśnie zaczynamy remont naszej kawalerki. Ze względu na sprawy formalne, mamy miesiąc opóźnienia. Ja jednak pozostaję niepoprawną optymistką. Pracy jest dużo, odwrotnie proporcjonalnie do czasu i funduszy. Czy uda nam się znaleźć złoty środek? Zgodnie z obietnicą, mam dla Was zdjęcia "przed". Osoby o słabych nerwach, proszone są o zaprzestanie czytania właśnie w tym momencie. Tym, którzy zostali,  zalecam "naprawienie" szklanki, ponieważ myśl technologiczna budowniczych z ubiegłej epoki, jest możliwa do ogarnięcia tylko po procentach. Ostrzegam, że nie będzie, ani ładnie, ani schludnie, ani nawet jakoś. Będzie źle. Strasznie jak podczas teksańskiej masakry piłą mechaniczną. Byliśmy na to przygotowani. Na szczęście, to jedynie stan wyjściowy - im jest gorszy, tym lepiej będzie widoczny efekt końcowy.

Mieszkanie znajduje się na 4 piętrze bloku z wielkiej płyty. Od razu odpowiem na nasuwające się pytanie - nie, nie ma windy. Są one wymagane w budynkach posiadających minimum 6 kondygnacji, pewnie dlatego większość bloków na Osiedlu Młodych ma ich 5.




Z klatki schodowej wchodzimy do niewielkiego przedpokoju. Po prawej stronie mamy niespełna trzy metrową łazienkę. Na wprost znajduje się pokój z wnęką, zlokalizowaną po lewej stronie. Z pokoju wchodzimy do jasnej kuchni. Całość ma zaledwie 27 m2. W tym przypadku każdy centymetr ma znaczenie ;).

















Jak widzicie, mieszkanie jest w fatalnym stanie. Widziały gały co brały, więc trzeba zakasać rękawy i brać się do roboty. Na razie zakasaniem zajął się Radek i do prac ciężkich postanowił mnie nie dopuszczać. Nie wiem, czy to z czystej uprzejmości, czy z troski, żebym przypadkiem nic sobie nie zrobiła ;).

Wracając do tematu, znaleźliśmy kilka niecodziennych rozwiązań, które są o kant d...  Niestety nie da się tego inaczej określić. Naszym numerem jeden jest rura odpowietrzająca w łazience. Co oni pili budując te bloki? Kolejną perełką jest odpowietrzenie centralnego ogrzewanie, które wyrasta, ni stad, ni zowąd (za telewizorem). Gdy runie ściana dzieląca kuchnię i pokój, pozostanie jedna, samotna rurka. Mam nadzieję, ze Radek ma na nią jakiś pomysł. Zaskakujący jest też uskok w podłodze w łazience. Od poziomu posadzki różni się kilkoma centymetrami. Może to jakiś zbiornik buforowy? Taki domowy system przeciwdziałania powodzi :)

Pewnie im dalej w las, tym więcej rzeczy nas zaskoczy lub przerazi. Bądźcie z nami.
Póki co, życzymy miłego wieczoru!