Słowo na W...

 CZYLI JAK ROZMAWIAĆ Z DZIECKIEM O WOJNIE? 

Jakiś czas, gdy wracałyśmy z przedszkola, Helenka jak zwykle opowiadała mi jak minął jej dzień. W pewnym momencie zapytała : "Mamo, jak się nazywają, Ci którzy walczą z Ukraińcami?". Odpowiedziałam, że Rosjanie i byłam niesamowicie ciekawa skąd w ogóle takie pytanie. Helenka bez namysłu odpowiedziała, że po prostu chciała, żebym jej przypomniała, bo ona wiedziała, ale zapomniała. 

Wiedziałam, że prędzej czy później taka rozmowa musi się odbyć, bo i tak te informacje do niej dotrą. Nie chciałam by ktoś obcy ją wystraszył. Nie ma chyba jednego, sprawdzonego sposobu na to w jaki sposób rozmawiać z dzieckiem na tak trudne tematy. Każde dziecko jest inne, ma inny próg zrozumienia, strachu i empatii. Jestem jednak zdania, że rozmawiać trzeba. Nawet jak temat jest straszny. 


Moim zdaniem...

CZYLI PRZEMYŚLENIA O SPRAWACH WILEKICH I MAŁYCH 


Ostatnio mam jakiś dziwny czas. Dlatego dziś ekran komputera potraktuje trochę jak kartkę z pamiętnika lub list do Ciebie, mojej przyjaciółki, koleżanki, nieznajomej.

Gdybyśmy spotkały się przypadkiem zapytałabyś co u mnie. A ja odpowiedziałabym z lekkim uśmiechem, że wszystko ok. Przecież mam fajną rodzinę, zdrowe dziecko, zadowalającą prace. Nie ma na co narzekać, więc nie narzekam :) Gdy się oddalisz, chwilę się zamyślę, by sprawdzić, czy rzeczywiście wszystko jest w porządku. 


Korona z głowy nie spadnie...


Mogłoby się wydawać, że pięcioletnia przygoda z macierzyństwem nie daje mi wielkiego prawa do dzielenia się swoimi przemyśleniami, sposobami czy - broń Cię Panie Boże - radami. Mając jedno dziecko, w oczach wielu nadal pewnie jawię się jako nieopierzony kurczak, który jeszcze musi się sporo nauczyć. Jednak, gdy ja patrzę na siebie przez pryzmat własnych doświadczeń, widzę raczej całkiem pokaźną kwokę ;)


Budowa domu cz.2

 CZYLI RUSZAMY Z TYM BAJZLEM

Jak już wiecie z poprzedniego wpisu (link), po wielu miesiącach męki, milionach wyrwanych z głowy włosów - prawie już zresztą siwych i litrach wylanych z bezsilności łez, w końcu dostaliśmy kredyt. Hura, dołączyliśmy do wszystkich tych, którzy na własne życzenie skazali się na 30 lat niewoli :) No dobra, 25 lat, bo na 30 już się nie łapię ze względu na podeszły, (według banku) wiek :) 


Książki nie są tanie...

 CZYLI MOJE SPOSOBY NA OSZCZĘDZANIE 

Ci z Was, którzy są ze mną tutaj od dłuższego czasu, doskonale wiedzą, że uwielbiam czytać. Czytam kiedy tylko mogę, w każdej wolnej chwili, choć tych czasami jest naprawdę mało. Potrafię też czytać wszędzie. W samochodzie, w pociągu, samolocie, na plaży, w basenie, wannie, po prostu wszędzie. Ale jest jedna rzecz dotycząca książek, którą kocham bardziej niż samo czytanie. Choć może to się wydawać dziwne, ale ja kocham książki posiadać. 


Ranking bajek z Netflixa...


Jestem wielką fanką Netflixa. Choć z biegiem czasu kilka rzeczy mnie irytuje, to nadal w piątkowe czy sobotnie wieczory prym biorą filmy i seriale. Wiem, ze brzmi strasznie nudno, ale nic na to ni poradzę, widocznie już przyszedł czas na nudę :) Nie ma na to co prawda wiele czasu, bo gdy ja myślę o jakiejś komedii romantycznej, od razu słyszę dziecięcy głosik proszący o bajkę. Wobec takiego słodkiego argumentu, nie ma mocnych. Dlatego najczęściej wybór pada na filmy animowane lub bajko-filmy, jak zwykła nazywać Helena filmy rodzinne. 


Kosmetyki dla dzieci - mój faworyt

MASUJ MNIE, MAMO

Wszyscy Ci, którzy mają dzieci doskonale wiedzą, lub się dopiero dowiedzą, jaka siłę i moc mają codziennie rytuały. Opowiem Wam jak to wyglądało u nas. Dość szybko przekonaliśmy się o tym, że Helena lubi rutynę. Należy do tych dzieci, które nie przepadają za zmianami lub nagłą zmianą przyzwyczajeń. Ale zacznijmy może od początku. 


Stało się! Zepsuło mi się dziecko!

 CZY JEST NA TO SPOSÓB? 


Pewnie niektórzy z Was wiedzą już, że nasze dziecko należy raczej do grona tych bezproblemowych. Szybko przesypiała całe noce, sama się odstawiła od piersi, bez większych trudności i dość sprawnie się odpieluchowała. Nie miała problemu z próbowaniem nowych rzeczy, chętnie sięgała po wszystkie warzywa i owoce. Łagodnie przeszła adaptację zarówno w żłobku jak i w przedszkolu. Wiadomo, że bywały także chwile gorsze, ale w ogólnym rozrachunku zawsze te plusy przewyższały minusy. 


Budowa domu cz.1

 CZYLI JAK TO SIĘ WSZYSTKO ZACZĘŁO? 

Jak już Wam kiedyś wspominałam, myśl o budowie domu pojawiała się w naszych głowach kilkukrotnie podczas tych wspólnie spędzonych lat. Wiadomo jak to z takimi pomysłami bywa. Rzadko się udaje wszystko zrealizować, bez jakiś mniejszych lub większych kłopotów. U nas też było różnie. Po pierwsze z samą decyzją. Gdy w końcu, już ostatecznie padło na dom, trzeba było znaleźć miejsce odpowiednie miejsce. Szukaliśmy działki w okolicach naszego obecnego miasta. Nie za daleko, zależało mi by była to nadal gmina Świdnica. Zjeździliśmy okolice wzdłuż i wszerz, a z każda kolejną działką oddalaliśmy się od miasta lub/i zmienialiśmy całkowicie kierunek. 

W tamtym czasie byłam już naprawdę zrezygnowana i szczerze mówiąc pewnie kupiłabym już cokolwiek, byle mieć już ten etap za sobą. Tym bardziej, że mieliśmy na oku już i dom i firmę, która nam go wykona. Zależało nam na czasie, ponieważ już wtedy ceny rosły, a do zawarcia umowy potrzebna nam była działka. 

Na szczęście ślepy traf chciał żebyśmy wylądowali na naszej małej wioseczce, zaraz pod miastem. Ja buszowałam w Internecie po wszelkich ogłoszeniach, natomiast R. zajął się poszukiwaniami w terenie. I to właśnie on, przez zwykły przypadek trafił na porzuconą tablicę informacyjną o działkach na sprzedaż. Umówiliśmy się od razu. Gdy tylko wysiedliśmy z samochodu, wiedziałam, że to jest właśnie to, czego szukamy. Zakochałam się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia. Działka co prawda o dziwnym, trapezowym kształcie, ale w ogóle się tym nie przejmowaliśmy. Sąsiedztwo lasu, stawów, pól rekompensowała wszystko. A dla tego widoku mogłabym znieść wszystko :)