POLAKA - PRZYCHODNIAKA OBRAZ RÓŻNY


Jak już Was informowałam, w ostatnim czasie wróciłam po pracy po dość długiej nieobecności. W związku z tym musiałam wykonać badania okresowe. Jak wiadomo, w tym przypadku nie da się ominąć przychodni zdrowia. Budzik, nastawiony na 5 rano, nieśmiało powiadomił mnie, że pora wstać. Jakoś się z łózka zwlekłam, co było niezwykle trudne, bo mamy nowy materac, który wręcz prosi, by jeszcze chwile poleżeć. Po porannej toalecie, o godzinie 5:45 byłam gotowa do wyjścia. Do przychodni miałam dosłownie rzut beretem, a skoro była czynna od 6, to czas na dotarcie powinien wystarczyć . O jakże się myliłam. Polak przezorny, więc jak jest coś jest czynne od 6, to trzeba być chyba na 5, bo wchodząc do przychodni ujrzałam sporej długości sznureczek oczekujących i jedną panią w okienku rejestracji. Kolejka zaczęła już zakręcać w boczny korytarz, więc grzecznie ustawiłam się na końcu. Przede mną było chyba z 25 osób. Spędziłam tam kilka dobrych godzin, co jakiś czas zmieniając kolejkę i gabinet. Miałam sporo czasu na obserwację przewijających się obok ludzi. Oto kilka typów, które mnie szczególnie zaciekawiły :)

SZLACHETNE ZDROWIE, NIKT SIĘ NIE DOWIE...


... jako smakujesz, aż się zepsujesz. Ten fragment fraszek Jana Kochanowskiego idealnie opisuje podejście człowieka do zdrowia. Niestety zazwyczaj jest tak, że pewne rzeczy doceniamy dopiero, gdy ich nam zabraknie. 

Pies w dom, bóg w dom?

Gdy wyobrażam sobie swoje idealne życie, oczyma galopującej wyobraźni widzę gromadkę dzieci bawiących się w ogrodzie, przed nie za dużym, a funkcjonalnym domkiem z wielkimi oknami, które w pocie czoła myję. Na zewnątrz świeci słońce, a ja siedzę na tarasie, z kawą w ręku, z lekko zamkniętymi oczami, nasłuchuję odgłosów bawiących się dzieci. Gdzieś pomiędzy wesołymi okrzykami, które po czasie przekształcą się w odgłosy wojenne, pojawia się żwawe szczekanie naszego czworonoga.

Wizja jak z obrazka. Bardziej sielsko już chyba nie mogłoby być. Dlaczego, więc to marzenie nie może być rzeczywistością?



BABA ZA KÓŁKIEM, CZYLI ŁAMIEMY STEREOTYPY


Ostatnio na moim facebook'owym fanpage-u opublikowałam ankietę pt "kto lepiej prowadzi samochód". Powiem Wam szczerze, spodziewałam się bezkonkurencyjnej wygranej Panów, którzy zostawią płeć piękną hen daleko za sobą. Wyniki mnie zaskoczyły, ponieważ, mimo, że mężczyźni wygrali, to zwycięstwo dała im przewaga jedynie dwóch głosów.


To dało mi do myślenia. Czyżby stereotyp "baby za kółkiem" odchodził do lamusa, zwalniając miejsce na pojęcie równości wśród kierowców? Według mnie to własnie ma miejsce.

Przygotowując ten wpis zasięgnęłam języka, gdzie się da. Rozpuściłam wici po Internetach, by móc jak najbardziej się rozeznać w temacie i poznać zdanie szerszej publiczności. Wniosków mam kilka, co prawda są one subiektywne i tylko moje, ale chętnie się w Wami podzielę :) Jestem ciekawska z natury, więc pewnie Was nie zdziwi, że z przyjemnością poznam Wasze zdanie na ten temat.

PODEJDŹ DO TEMATU NA CHŁODNO

Nie jest żadnym odkryciem, że lato sprzyja przebywaniu na świeżym powietrzu. Pogoda zazwyczaj dopisuje, a to zmusza nas do ruszenia tyłków i wychodzenia na chociażby spacery. Jeśli jest słonecznie, także my spędzamy na dworze praktycznie całe dnie. Zaliczamy wtedy wszystkie możliwe parki i place zabaw w mieście. Takie włóczęgowskie zapędy dają spore pole do obserwacji. W okolicach południa w parkach i na miejskich skwerach królują mamusie z wózkami, babcie z dzieciaczkami, a nawet dziarscy dziadziusiowie.


A ja chcę się jeszcze pobawić w chowanego

Obecnie w sieci królują spoty z hasłem "koniec zabawy w chowanego", który promuje karmienie piersią w miejscach publicznych, jako zachowanie całkiem naturalne i wręcz konieczne. Jak najbardziej się z tym zgadzam, by nie chować się w obskurnych toaletach, ale też niekoniecznie byłabym skłonna karmić przy restauracyjnym stoliku. Dobrze mieć wybór, rozumiem to doskonale. Każda mama ma prawo karmić po swojemu. Liczy się przede wszystkim jej komfort i dobre samopoczucie.

Zgaduj zgadula, gdzie jest Helunia? źródło: https://www.justinlife.pl

Nagość w mniejszym mieście

Cześć!

Pogoda ostatnio nas rozpieszcza i prowokuje do zrzucania kolejny warstw fatałaszków. Na szczęście moda plażowa, w większości,  pozostaje nadal domeną piaszczystych zakątków i pomostów przy jeziorze. My, dorośli raczej nie mamy problemów w określeniu, czy coś jest dozwolone, czy może wręcz odwrotnie. Zazwyczaj potrafimy rozróżnić cienką granice między błahym nagięciem zasad, a zniesmaczeniem. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy któregoś upalnego dnia wyszłam z galerii.


Idealny Ojciec to...

Długo zastanawiałam się, czy użyć w tytule słowa " idealny". Przecież wiadomo, ze tacy ludzie nie istnieją, mimo to większość z nas dąży do szeroko pojętej perfekcji. Szczególnie my matki, gonimy za wyidealizowanym obrazem samych siebie, często potykając się o własne nogi, zdzieramy brody na chodniku. Słysząc słowo "idealna/y" myślimy o sobie jako matkach, o naszych dzieciach, partnerach, życiu, pracy i wypoczynku. Z rzadka się zdarza, by padło tam "tata". Dlatego dziś, z okazji Dnia Ojca, przedstawiam Wam Ojca Idealnego. Oto On - Ojciec Zaangażowany.


Córunia Tatunia, źródło: https://www.justinlife.pl/

Trzy słowa do Matki Niezłomnej


Do Pani, którą mijałam na spacerze.

To był zwyczajny poranek, niczym się nie różniący od pozostałych. Helenie znów szły zęby, co oznajmiała nagłym, przerażającym krzykiem. Noc była kiepska, przez co poranek także nie należał do najlżejszych. Od rana czułam się zmęczona i zrezygnowana. Po drugim śniadaniu wyszłyśmy z Heleną na codzienny spacer. Mimo wczesnej godziny, żar lał się z nieba, szybko przyprawiając mnie o krople potu na czole. Pchałam wózek pod górkę, przeklinając w duchu jego ciężar.


Abecadło, czyli co mi dało macierzyństwo? cz.4

Cześć!

Dziś mam dla Was ostatnią część z serii "Abecadło, czyli co mi dało macierzyństwo?". To było ciekawe doświadczenie. Z Waszych komentarzy wynika, że i Wam przypadło do gustu. Pojawiały się stwierdzenia, że to swoista reklama macierzyństwa. Wiecie co? Nie mogę się z tym nie zgodzić. Jeszcze będąc w ciąży, byłam straszona rozmaitymi historiami, mrożącymi krew w żyłach. O niewyobrażalnym bólu, nieprzespanych nocach, problemach z karmieniem, kolkach i wiecznym zmęczeniu. Postanowiłam już wtedy, że ja nikogo w ten sposób nie będę straszyć. Wolę skupić się na pozytywnych stronach, w końcu dziecko to nie chwilowa zachcianka, a zobowiązanie na całe życie, więc po co od początku skupiać się na niedogodnościach? Na to zawsze będzie czas ;)

Jeśli nie widzieliście poprzednich wpisów, zapraszam serdecznie do lektury (cz.1cz.2cz.3).

źródło : www.freepic.com