SŁOWO NA NIEDZIELĘ

W dzisiejszym wpisie poruszymy bardzo ważny temat, który ostatnio nie chce mi wyjść z głowy. Dlatego postanowiłam podzielić się swoimi spostrzeżeniami z Wami. Tekst nieco przekoloryzowany i z lekkim przymrużeniem oka - to dlatego, by lepiej zobrazować, to co się ostatnio wokół nas dzieje. A mam wrażenie, że dzieje się źle i za dużo. 



BYĆ KOBIETĄ...

Mam nieodparte wrażenie, że ostatnio już nie tylko człowiek człowiekowi wilkiem, ale głównie kobieta, kobiecie wilczycą, jeszcze taką wygłodniałą. Nie jest tajemnicą, że żyjemy w dziwnych czasach. Od kobiet oczekuje się znacznie więcej niż na przykład 50 lat temu. Najgorsze jest to, że to my nawzajem stawiamy sobie przysłowiową poprzeczkę niewyobrażalnie wysoko. Czasami w pogoni za niedoścignionym obrazem samej siebie wypruwamy sobie żyły, a i tak dla niektórych nie będziemy wystarczająco dobre. Zawsze znajdzie się ktoś, kto pokaże Ci dobitnie, że można lepiej, ładniej, efektowniej. Czy to już plaga naszych czasów, by oceniać wszystkich dookoła, zakładając z góry, że ocena będzie negatywna? 


GDY NIE MASZ DZIECI

Wydaje się, ze największym grzechem jest nieposiadanie dzieci wcale, bo przecież wtedy o życiu nic nie wiesz. Twoja macica nie postarała się o stworzenie kolejnego podatnika i posiadacza numeru pesel, więc i sens Twojego jestestwa zostaje poddany w wątpliwość. Jeśli nie zostanie przylepiona Ci łatka z nazwą choroby lub schorzenia, to zostaniesz wyrachowaną modliszką, która z egoizmu i własnej wygody nie chce dołączyć do grona matek cierpiętnic.


GDY MASZ DZIECI

Nie myślcie jednak, że posiadanie potomka cokolwiek zmienia. Bycie "tylko" matką nikomu nie wystarcza i wskazuje na bezczelne lenistwo. Teraz trzeba się też spełniać zawodowo, ale nie za bardzo, żeby nie stać się pewnego dnia "bezwzględną karierowiczką", która szczęście rodzinnego ogniska sprzedała za kolejny szczebel w korporacyjnej drabinie. Masz być niezależna od mężczyzny, tak na wszelki wypadek, bo ja Cię rzuci to kto utrzyma dzieci. No przecież ojca nie mają...


DBAJ O SIEBIE

Musisz też o siebie dbać, droga matko, mieć wypielęgnowane włosy i paznokcie, oraz figurę wcale nie wskazującą na posiadanie gromadki dzieci, bo inaczej znów wyjdzie z Ciebie leń i nieużytek rolny. Najlepiej gdy dbasz o to sama, a nie wyrzucasz w błoto ciężko zarobione pieniądze, które masz dzięki pracy, która z kolei zabiera czas Twojej rodzinie. Wstyd i hańba.

Żeby nie było za łatwo (bo któż to wymyślił, by kobieta miała jakoś lżej w życiu) w tym dbaniu o siebie również tkwi pułapka. Jeśli dbasz o siebie zbyt intensywnie to pewnie jesteś płytką i zepsutą do szpiku kości laską, która swoją powierzchownością, stara się przykryć swoje ubytki emocjonalne.


WSZYSTKO NA BŁYSK

Nie zapominaj też o obowiązkach gospodyni domowej. Małgorzata Rozenek ma Ci do pięt nie dorastać. Z uśmiechem na ustach powinnaś czyścić, szorować, myć i prasować. I to wszystko własnoręcznie :) Bio i eko warzywa najlepiej jak masz swoje. Ale jak już jesteś na tyle leniwa żeby na własnym nawozie nie hodować zdrową marchew, to w ostateczności możesz, w ramach treningu wybrać się na targ po eko/bio warzywa i owoce, z który przyrządzisz ucztę dla podniebienia w wersji fit i wege.


ACH TEN CYC

Jeśli jesteśmy już przy temacie jedzenia... Nie zapomnij karmić piersią. Za butelkę inne matki są w stanie powiesić Cię na głównym rynku miasta. Bylebyś nie "wywalała cyca" w przestrzeni publicznej, na oczach bogu ducha winnych członków społeczeństwa, którzy już dawno zapomnieli jak to jest mieć małe dziecko. No i nie możesz karmić za długo, bo otoczenie nie omieszka przedstawić Ci jasno i wyraźnie, co o tym myśli. Nie istotne, że Ty masz własne zdanie i własny rozum, który o dziwo, jest przecież skoncentrowany na zaspokojeniu potrzeb małego człowieka i jego szczęściu. 


WNIOSEK ?

Może być tylko jeden. Olej to wszystko i rób swoje. Nie oglądaj się na innych, bo jeszcze się taki nie urodził, coby wszystkim dogodził :) Wiem, że łatwo się mówi, sama nadal się tego uczę. Jest to proces żmudny, niekiedy okupiony łzami i wyrzutami sumienia. Codziennie staram się nie zwracać uwagi na różne komentarze, które mimo chodem wlatują mi do ucha. Odpycham je, choć nie ukrywam, ze jest to trudne. Dlatego myślę, że rada jest własnie tylko jedna. Zanim wypowiesz jakiś niepochlebny komentarz pod adresem koleżanki, ekspedientki w sklepie, czy pani na przystanku, pomyśl jak Ty być się poczuła słysząc te słowa pod swoim adresem? Empatia wobec innych nigdy nie przyniosła nic złego, dlatego tak jej potrzebujemy w naszej szalonej codzienności. 

Tego właśnie życzę Wam i sobie. Więcej empatii wobec otaczających nas kobiet. Powinnyśmy się wspierać, pomagać sobie nawzajem, a nie wiecznie oceniać  i porównywać. 

Miłej niedzieli ! 
J. 



7 komentarzy:

  1. Najgorsze jest to, że oceniamy siebie jako kobietę w porownaniu z innymi. Nie wiem po co? W gruncie rzeczy co nas obchodzi co mówia inni, nie podoba sie to trudno. Teraz kiedy wyprowadzka nie jest problemem, możemy znaleźc dla siebie odpowiednie miejsce. To chyba kobity nakręcaja takie tematy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety tak jest. Najczęściej same to sobie robimy :)

      Usuń
  2. Czasem trudno jest nie oglądać się na innych i robić swoje, bo porównywanie się z innymi osobami jest chyba naturalne. Staram się z tym walczyć jakoś walczyć i się na ludzi nie oglądać ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzeba żyć w zgodzie z własnymi zasadami, przekonaniami i konceptem na szczęśliwe życie, wówczas mało nas będzie interesowało, co myślą o nas inni. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze denerwowała mnie skłonność ludzi do oceniania innych, krytykowania ich, jakby w ten sposób można było podnieść poczucie własnej wartości.

      Usuń
  4. W życiu potrzebna jest równowaga, w każdej dziedzinie.

    OdpowiedzUsuń