Czy warto rodzić we dwoje czyli facet na porodówce

Rozmyślając o tym, jak ująć sens dzisiejszego wpisu w jakieś konkretne słowa, musiałam odpowiedzieć sobie na pytanie, gdzie są granice prywatności, intymności i kobiecości? Kto je właściwie ustala i skąd się bierze ich ruchomość. To, co jeszcze pięćdziesiąt lat temu , ba nawet dwadzieścia, było domeną jedynie płci pięknej, a męska część społeczeństwa nie ingerowała w te sfery życia kobiet, teraz jest dostępne również dla facetów. To, co budziło zaskoczenie, dziś jest praktycznie na porządku dziennym. O czym mowa? Czy już wiecie?


MĘŻCZYZNA PRZY PORODZIE

Nasze babki pewnie już na samo hasło złapałyby się za głowę i wołały "ola Boga". Kto to wymyślił, by chłopa dopuszczać do takich babskich spraw. Jakby jego udział w stworzeniu nowego człowieka został zamknięty w momencie zapłodnienia. A przecież tak nie jest. Teraz mężczyźni czynnie uczestniczą w ciążach swoich partnerek. Współodczuwają i bywa, że martwią się bardziej niż niejedna ciężarna. Bywa nawet, że dzielą wraz z nimi dodatkowe kilogramy i ciążowe dolegliwości.  Czy jest to dostateczny powód by mogli uczestniczyć w tak ważnym wydarzeniu jakim jest pojawienie się potomka na świecie?


TO WASZ WYBÓR

Tak naprawdę rozstrzygnięcie kwestii, czy facet powinien być przy porodzie, czy też nie, należy zacząć od odpowiedzi na pytanie: "czego oboje chcecie"? Decyzja jest tylko i wyłącznie Wasza. Nie warto oglądać się na opinie innych, tym bardziej w tak delikatnych kwestiach. To Wasz moment, Wasze życie i Wasze dziecko. Najważniejsze jednak, to aby da decyzja była dobrze przemyślana i podjęta wspólnie, bo liczy się nie tylko komfort mamy, ale też taty. 


TATA TEŻ MA GŁOS

Skoro już przy tacie jesteśmy ... Absolutnie czynem zabronionym jest przymuszanie go do uczestnictwa w tym wydarzeniu. Jeśli nie czuje się na siłach, nie ma co go na siłę ciągnąć. To musi być jego inicjatywa, ponieważ poród jest tak stresującym wydarzeniem, że mężczyzna wręcz musi być na niego odpowiednio przygotowany. Podczas porodu ma do wykonania bardzo ważne zadanie. Musi wspierać swoją partnerkę, dodawać jej otuchy i siły. Aby to zrobić, przede wszystkim musi wiedzieć jak. Rodząca kobieta ma w głowie wystarczająco dużo zmartwień, obaw i strachu, by zastanawiać się jeszcze czy jej facet da radę. Dlatego tak ważne jest by tata był w pełni świadomie podjął decyzje o uczestnictwie z porodzie.  


JAK BYŁO U NAS

Jeszcze kilka dobrych lat temu nawet przez myśl by mi nie przeszło, żeby rodzić przy swoim facecie. Wydawało mi się to dość krępujące, zbyt intymne i nieco upokarzające. W pierwszych tygodniach ciąży nie czułam jeszcze strachu. Temat więc nie był jakoś szczególnie poruszany. R. nie przejawiał chęci uczestnictwa w porodzie, a ja to szanowałam. Gdy mój brzuch stawał się coraz większy, a wizja porodu coraz bardziej namacalna, stało się jasne, że nie chce rodzić sama. Rozważałam prywatną położną, bo R. był dalej niezdecydowany, choć już niekiedy zaczął coś tam przebąkiwać. Im bliżej rozwiązania tym jego postawa zaczęła być bardziej aktywna. Stanęło na tym, że przy porodzie będzie. Z mojej strony warunek był jeden. Ma nie zaglądać w strategiczne miejsce w momencie wychodzenia dziecka. Przy porodzie spisał się znakomicie. W początkowej fazie po prostu ze mną siedział, zagadywał, opowiadał zabawne historie (podobno śmiech bardzo dobrze wpływa na rozwinięcie akcji porodowej). Później pomógł mi się wykąpać i przebrać, co przy silnych skurczach wcale nie było proste. Masował mi plecy, podawał gaz i wodę. W niektórych momentach skakał koło mnie tak szybko i zwinnie, że położne były w ogóle niepotrzebne :) Koleżanki z porodówki nawet żartowały, że mogę go wypożyczać na porody i zbić fortunę :) 

Jego starania były bardzo ważne, lecz bez nich też jakoś bym dała radę - jak miliony kobiet przede mną. Dopiero w ostatniej fazie porodu okazało się jak jego obecność była istotna. W pewnym momencie, gdy zmęczenie pomieszane ze strachem i bólem brało górę, poczułam, że jestem wyłączona, a otoczenie jakoś samo się kręci. W tamtej chwili słyszałam tylko głos R., który dzielnie powtarzał to, czego się nauczył na szkole rodzenia. Dzięki temu nie traciłam za dużo energii na wydawanie zbędnych dźwięków czy odpowiednio nabierałam powietrza.

Po czasie, kiedy emocje związane z porodem nieco zblakły, a wspomnienie niesamowitego wysiłku zostało trochę zatarte, gdy pojawiał się temat porodu, R. dumnie opowiadał znajomym jak to "rodziliśmy". Do tej pory żartujemy, że kolejny poród może odbierać sam :)

Mimo początkowego strachu, R. uważa, że to była jego najlepsza decyzja. Po przyjściu Helenki na świat, gdy przy mnie wykonywano jeszcze rozmaite zabiegi, on ją mógł tulić, bujać i chłonąć jej obecność. Momentami nie mógł ukryć wzruszenia. Nie mogło zabraknąć w momencie jej pierwszego samodzielnego oddechu, pierwszego płaczu czy pierwszego wdechu naszego zapachu.


NA KONIEC

A teraz na serio. Uważam, że podczas porodu kobiecie jest potrzebne wsparcie. Jeśli oboje są zgodni, że powinna je dostać od ojca swojego dziecka - świetnie. Jeśli nie, myślę, że warto pomyśleć o innej bliskiej osobie, która mogłaby nas potrzymać za rękę w tym bardzo ważnym i zarazem trudnym momencie. Szczególnie, gdy zdarza się nam rodzić po raz pierwszy. Strach, stres i wszelkie możliwe obawy mieszają się z niesamowitym szczęściem, oczekiwaniem i radością. Jest to bardzo złożony koktajl z emocji, który łatwiej jest przełknąć we dwoje :).


Jakie jest Wasze zdanie na ten temat. Czy w momencie porodu towarzyszył Wam ktoś bliski? Jeśli nie mąż czy facet, to może mama, siostra, przyjaciółka? Podzielcie się swoją historia w komentarzach :)

Miłego dnia!

J. 















34 komentarze:

  1. ja bym chyba odpuściła swojemu lubemu taką atrakcję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy od podejścia i wspólnej decyzji :)

      Usuń
  2. Wsparcie męża jest duża ulga w tak trudnej chwili, więc czemu by nie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój mąż był przy mnie w trakcie porodu i tylko dzięki niemu dałam radę przejść przez to

    OdpowiedzUsuń
  4. jedno jest pewne: nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie - wybitnie indywidualna sprawa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, trzeba być przede wszystkim zgodnym ze sobą

      Usuń
  5. Ja rodziłam z mężem, od początku było wiadomo że tak będzie, on chciał i ja chciałam. Osobiście buntuję się na myślenie, żeby biednych panów nie przymuszać. Nosz kuźwa, kobieta wyboru nie ma, nikt za nią nie urodzi. A taki jaśniepan powie, że nie ma ochoty, na siłach się nie czuje czy inne głupoty i ma z głowy. A my przytakujemy, ok ok, poszukam sobie kogoś innego do towarzystwa w tym najważniejszym dniu w historii naszej rodziny, bo w końcu poznamy nasze dziecko. No to dziecko pozna obca kobieta np, wynajęta położna, a nie jego własny ojciec. Nie zgadzam się na takie myślenie. Przecież tak jak u Ciebie, nie musi zaglądać, może stać przy głowie i pomóc choćby dobrym słowem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko lepiej jeśli on chce sam od siebie :) u mas się rozwiązało na szczęście samo :)

      Usuń
  6. U mnie akurat nie było i przy kolejnym porodzie nie będzie możliwości obecności męża przy porodzie (planowane cięcie cesarskie ze wskazań okulistycznych). Nie mniej jednak gdyby była taka możliwość - chciałabym, żeby mąż był ze mną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam poród to nie tylko wielki wysiłek ale też strach. Lepiej go mieć z kim podzielić :) trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie i dużo zdrówka :)

      Usuń
  7. Ja nie chciałam żeby mąż był przy mnie podczas porodu i jestem zadowolona z tej decyzji. Czułam, że muszę być w tym momencie sama i tak mi odpowiadało. Jeśli kobieta jednak potrzebuje wsparcia, to uważam że mąż poradzi sobie najlepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie szacun ;) ja byłam strasznie zestresowana :)

      Usuń
  8. J właśnie jestem w ciąży - 35 tydzień i kiedyś nie pomyślałabym, aby mój facet był przy porodzie, a jednak zdecydowaliśmy się na poród rodzinny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo to życzę powodzenia i szczęśliwego rozwiązania :) w takiej chwili fajnie jest mieć kogo złapać za rękę :)

      Usuń
  9. Nigdy nie chodzilam z brzuchem, nie wiem nawet co to znaczy czuc ruchy dziecka, miec mdlosci poranne i dziwne zachcianki. Wiem natomiast co znaczy czekac i tracic cierpliwosc. Plakac cichutko w kacie, a potem brac sie w garsc i wierzyc, ze wszystko sie uda. Dla mnie dniem narodzin byl dzien, w ktorym zadzwonil telefon z Osrodka Adopcyjnego... Pamietam to sliczne grudniowe popoludnie - sloneczko i lekki mroz, a za oknem piekny park. Do dzis mam ten obraz przed oczami, dzien wczesniej zrobilam zdjecie z tego okna, jakby na pamiatke. Czulam, ze wszystko sie do mnie usmiecha. Plakalam i sie usmiechalam. Boze to moj syn!!! Gdzie jestes Kochany? Na pamiatke zostala kartka, na ktorej szybko nabazgralam: chlopiec, zdrowy, 2,5 m-ca. To tyle z mojej historii porodu choć może i napisały więcej o różnych przykrych dolegliwość, ale po co? Czekałam tyle lat na ten cud. Chwilo trwaj.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cudownie, że ten cud w końcu się pojawił w Twoim życiu :) Życzę dużo miłości i wytrwałości :)

      Usuń
  10. Odpuściłam mężowi takich atrakcji^_^ finalnie wyladowalam na CC ale i tak niczego bym nie zmienila, a obecność faceta by mnie tylko denerwowała;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Początkowo też tak myślałam :) na szczęście rzeczywistość okazała się inna :)

      Usuń
  11. Mój mąż tez był przy porodzie. Oboje twierdzimy, że to było dla Nas barfzo ważne i potrzebne. Jego pomoc była nieoceniona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt, że decyzja była wspólna. Też myślę, że w tak podniosłym momencie fajnie jest być we dwoje :)

      Usuń
  12. Przy mnie był mąż, bo nie wyobrażaliśmy sobie inaczej. Był dla mnie mega wsparciem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie brawo dla dzielnej Mamy i dzielnego Taty :)

      Usuń
  13. Bardzo chciałam żeby przy porodzie był mój mąż, ale w szpitalu w którym rodziłam było to nie możliwe. Ja akurat miałam cesarkę a przy CC partnera być nie mogło.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie jestem jeszcze mamą, ale kwestia uczestnictwa faceta przy porodzie uważam za dość istotną. Owszem, nie musi patrzeć na samą akcje, ale jego obecność i moralne wsparcie, trzymanie za rękę z pewnością podtrzyma kobietę na duchu. Natomiast w kwestii zmuszania zgadzam się. To nie ma sensu. Tą decyzje trzeba podjąć razem i świadomie:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Przy pierwszym porodzie męża nie było przy mnie. Położna powiedziała że to jeszcze nie pora, żeby jechał do domu. Może coś się ruszyło rano. Więc mąż pojechał.a jak się okazało synek urodził się o 2.25 w nocy. Przy drugim porodzie był obecny.Czulam ogromne wsparcie i ulgę. Był dla mnie bardzo pomocny, mogłam się na nim oprzeć. Nigdy go nie zmuszałam, rozmawialiśmy o jego obecności przy porodzie. Chciał być przy mnie, to bylabjego decyzja. Przez to jeszcze bardziej cieszyłam się z jego obecności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takich sytuacjach trzeba mieć wsparcie, a jak je daje najbliższa osoba to tylko się cieszyć :)

      Usuń
  16. Może w ten sposób odczarujemy męskie rodzicielstwo :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Taką decyzję para musi już przedyskutować sama, często pojawiają się jakieś zahamowania, a kiedy indziej wspólny poród jest czymś oczywistym.

    OdpowiedzUsuń