Kosmetyki dla dzieci - mój faworyt

MASUJ MNIE, MAMO

Wszyscy Ci, którzy mają dzieci doskonale wiedzą, lub się dopiero dowiedzą, jaka siłę i moc mają codziennie rytuały. Opowiem Wam jak to wyglądało u nas. Dość szybko przekonaliśmy się o tym, że Helena lubi rutynę. Należy do tych dzieci, które nie przepadają za zmianami lub nagłą zmianą przyzwyczajeń. Ale zacznijmy może od początku. 


Gdy Helena się urodziła, w szpitalu, w którym miało to miejsce z reguły przeprowadzano ust najważniejszych części ciała. Właśnie to badanie wykazało, że coś niedobrego dzieje się z Helenki biodrami. Zalecono nam wizytę u ortopedy. Ślepy traf chciał, że neuro-ortopeda u którego mieliśmy pierwszą wizytę, przyjmował w ośrodku leczenie wad postawy. Dysplazja biodra okazała się nie jedynym problem. U Helenki wykrył również asymetrię i wzmożone napięcie mięśniowe. Od razu skierował nas na rehabilitację na oddziale dziennym tegoż właśnie ośrodka. Na szczęście, jakim cudem zwolniło się miejsce i na rehabilitację dostaliśmy się już, gdy Helka miała zaledwie miesiąc. To właśnie w tym miejscu dowiedziałam się o wielu rzeczach, o których normalnie nie miałam pojęcia. Ogrom wiedzy jaki z tamtego okresu wyniosłam nie może się równać z niczym innym. Pani rehabilitantka uświadomiła mi wiele zależności między zachowaniem dziecka a jego rozwojem. 

To tam nauczyłam się jak ważne są codzienne rytuały i pilnowanie ich godzin. Rehabilitacja wymagała wgrania w czasie między kamieniami a drzewkami, ale dość szybko wpadliśmy w rytm. Doszło nawet do tego, że w momencie gdy Helena codziennie była kąpana o godzinie 19, to któregoś razu gdy byliśmy poza domem, o godzinie 19:05 zaczął się niewyobrażalny ryk. Jakby wolała, że to właśnie jest jej czas kąpieli, a ona nie jest jeszcze w swojej wanience w otoczeniu pachnącej i puszystej piany. Mimo dopiero kilkutygodniowego życia doskonale wiedziała też, kiedy przychodzi czas na ćwiczenia. Przerabiałam z nią Vojtę, co nie jest ani łatwe ani dla dziecka, ani dla rodzica. Od razu, gdy wyciągałam przewijak na stół, zaczynał się płacz. Jednak, kiedy ćwiczenia się kończyły, czekała na upragniona nagrodę, czyli masaż i bujanie w pieluszce. To niezwykle ja uspokajało i wynagradzało włożony w ćwiczenia wysiłek. Mimo, że juz wszystko je w porządku i jej postawa mieści się w normie, to masowanie nadal jest jej ulubiona, wieczorną czynnością. 

Codziennie po kąpieli staram się więc masować jej plecki, brzuszek, rączki i nóżki. Próbowałam już różnym balsamów. Przez fakt, że Helka ma dość wrażliwą skórę, na powierzchni której cały czas istnieją krostki na wzór kaszki manny, wybór padał na produkty przeznaczone od najwcześniejszych miesięcy życia. Mimo tego problem nie znikał. A nawet się nasilał. 


Helenka zaczęła się skarżyć na wiecznie swędzące plecy. Nie wiem na ile było to spowodowane tym, że po prostu lubi drapanie, a tym, ze praktycznie cały czas jej skóra na plecach była pokryta tymi właśnie drobnymi krostkami. Zarówno dla niej jak i dla nas stało się to bardzo uciążliwe. Bywało, że potrafiła na środku sklepu, ubrana w pełen rynsztunek, czyli np. kurtkę zimowa i ocieplane spodnie na szelkach (sic!), domagać się drapania po plecach. Oczywiście delikatnie rzecz ujmując :) 

Gdy odezwała się do mnie firma Hermz, producent szerokiej gamy kosmetyków pielęgnacyjnych, z propozycją przetestowania serii przeznaczonej dla dzieci, przyznam szczerze, że byłam ciekawa. Pierwsze na co zwróciłam uwagę, to zachowanie jednego stylu w opakowaniach. Już same kartoniki przyciągają wzrok, a po ich rozpakowaniu ukazują się białe buteleczki z pompką, z niebieskim napisem, oczywiście z zachowaniem identycznej czcionki czy wielkości. Do mnie, jako osoby wielbiącej wręcz symetrię i dopasowanie, to jest po prostu świetne. Do przetestowania dostałyśmy balsam do ciała, emolient do kąpieli, szampon do włosów i olejek na ciemieniuchę. Tu zostawiam Wam link do serii.

HEALPSORIN EMULSION BABY

Skład, mimo, że po podany angielsku zachęca. Olej ze słodkich migdałów, olej z nasion słonecznika, ekstrakt z nagietka lekarskiego, ekstrakt z żywokostu, olej z nasion arbuza. Według producenta taki skład wspomaga naturalny proces gojenia się skóry i zmiękcza łuski, przez co redukuje objawy np. łojotokowego zapalenia skóry. Brzmi wręcz jak lekarstwo, a nie jak kosmetyk :) Pierwszy plus, to jak już wspomniała opakowanie. Ładnie wykonana, biała butelka z pompką jest bardzo poręczna. Emulsja jest dość rzadkiej konsystencji, przez co łatwo się dozuje. Poza tym, co mnie szczerze zdziwiło, jest praktycznie bez zapachu. Początkowo nie mogłam się przyzwyczaić, ponieważ zazwyczaj takie produkty specyficznie pachną, tak wręcz dzidziusiowo. A tu nic :) 



HEALPSORIN SHAMPOO BABY

Szampon, również w pięknej butelce z pompką, jest już nieco gęstszy. Cechuje go delikatny, lekko słodki zapach cytrusów. Skład również jest zachęcający. Kwasów omega dostarcza arbuz, natomiast działający kojąco olej z nasion bawełny, betaina z buraków cukrowych oraz prebiotyki wspomagają odnowę komórek , łagodzą suchość, chronią i koją skórę głowy. W tym produkcie zaskoczyła mnie wydajność. Helena ma już dość długie włosy, więc i produktów do ich mycia schodziło nam raczej sporo. W tym przypadku wystarczyła odrobina, zaledwie jedna pompka, by umyć całą głowę. Szampon doskonale się pieni, a mimo wszystko doskonale się spłukuje. Włosy bardzo łatwo się rozczesują. Miałam nawet wrażenie, że znacznie szybciej poddają się suszeniu. Sprawdziłam nawet na sobie, bo jak już wspominałam, mam słabość do dziecięcych kosmetyków i moje włosy zareagowały podobnie. Dużo szybciej je wysuszyłam. Po myciu włoski Heli były bardzo miękkie. Mogę z czystym sumieniem polecić Wam ten szampon. 

HEALPSORIN BALM BABY

Muszę przyznać, że top mój ulubieniec z całego zestawu. Jestem przekonana, że gdy skończymy tą butelkę, od razu zamówię kolejną. W składzie znajdziemy między innymi: olej słonecznikowy, masło shea, olej kokosowy, mocznik, ekstrakt z kwiatów aksamitki, ekstrakt z korzenia żywokostu lekarskiego, inulina z cykorii, pantenol i witaminę B5. Balsam ma lekko migdałowy zapach i przyjemną, nie za rzadką konsystencję. Bardzo szybko się wchłania, co przy wiercącym się dziecku jest bardzo mocnym plusem. Balsam należy delikatnie wmasować w czystą i wysuszoną skórę ciała. Już po tygodniu stosowania, Helena zamiast klasycznego drapania wiecznie swędzących pleców, prosiła jedynie o masowanie. Po dwóch tygodniach, drobne krostki pokrywające jej brzuch i całą powierzchnię pleców, a w szczególności dół (tam już się mocno czerwieniły i zaogniały), całkowicie zniknęły. Jestem szczerze zachwycona tym produktem. Naprawdę próbowałam już wielu i żaden nie przyniósł tak oszałamiającego efektu. Nadal będziemy go stosować i coś czuję, że na długo pozostaniemy wierne tej marce. 



HEALPSORIN OIL BABY

Z opisu producenta wynika, że jest to szybko wchłaniający się olejek o żelowej konsystencji opracowany specjalnie do codziennej higieny wrażliwej skóry dziecka. Zawartość naturalnych olejów pomaga utrzymać optymalny poziom nawilżenia skóry przyczyniając się do redukcji ciemieniuchy. Hmm... ten etap w życiu praktycznie każdego dziecka jest już co prawda za nami, więc Helena osobiście nie testowała tego produkty, co nie znaczy, że się nie przydał. Jak już kiedyś wspominała, do momentu zakończenia budowy mieszkamy w takim mieszkaniu "na przeczekanie". Mamy tu niestety strasznie niedobrą wodę, przez co bardzo przesusza mi się skóra, szczególnie głowy na linii włosów. Dokuczało mi to okropnie. Postanowiłam więc spróbować tego olejku. I po raz kolejny miło się zaskoczyłam, bo choć mimo tego, że to nie było przeznaczenie tego produkty to mi osobiście pomógł i suchoty zniknęły. 


Wszystkie produkty na jakiś sposób mnie zaciekawiły i zainteresowały. Polecam z naprawdę czystym sumieniem i jeszcze raz wstawiam LINK, tak na wszelki wypadek, żeby nie uciekł :) Gdybym miała wybrać tylko jeden to oczywiście padłoby na balsam do ciała. Szampon również okazała się rewelacyjny i spełnił nasze wszystkie wymagania.  Jestem ciekawa jak działają kosmetyki dla dorosłych. Mam w planach się o tym przekonać, ponieważ moja skóra również potrzebuje szczególnej uwagi i pomocy. 

Warto mieć swoje małe rytuały i o ile pamiętam o tej "złotej" zasadzie w stosunku do Heleny, to dla siebie nie jestem już tak wyrozumiała :) Powoli się tego uczę i ostatnio coraz lepiej mi idzie, ale do stanu idealnego jeszcze trochę brakuje :) macie jakieś swoje codzienne rytuały same, lub z dziećmi? Podzielcie się w komentarzu, może coś podpatrzę :) \

Miłego wieczoru, 

J. 



1 komentarz:

  1. Co do włosów, to macie tutaj rozwiązania, które można wykorzystać w domu - https://www.wyposazenie-salonu-fryzjerskiego.pl/
    One naprawdę robią dużą różnicę. Jak je widzicie?

    OdpowiedzUsuń