Samodzielna czy samotna?

Ostatnio, przeglądając "internety", rzuciło mi się w oczy jedno zdanie. Dziewczyna samotnie wychowująca dziecko określiła się mianem "samodzielnie wychowującej". Zaczęłam mielić w głowie to stwierdzenie, rozkładając je na poszczególne litery i powoli je przeżuwając, pozwalałam na spokojne trawienie. O jakże smakowity to był kąsek. Samo stwierdzenie zrodziło we mnie tak wiele pytań, wniosków i przemyśleń, że postanowiłam o tym dzisiaj napisać.


W POJEDYNKĘ 

Zgodnie z definicją osoby samotnie wychowującej dziecko jest to kawaler/panna, rozwódka/rozwodnik, wdowa/wdowiec, małżonka/małżonek osoby pozbawionej praw rodzicielskich lub wolności, który wychowuje dziecko w pojedynkę, bez zaangażowanie drugiego rodzica. W Polsce w 90 % przypadków dziecko po rozwodzie czy rozstaniu rodziców pozostaje przy matce. Jednak póki ojciec nie zostanie pozbawiony praw rodzicielskich, nawet gdy faktyczna opieka nie zostaje przez niego sprawowana, a dzieci widuje tylko na zdjęciach,  kobiety nie uznaje się za samotną matkę. 

Jak pięknie się określiła wspomniana dziewczyna, jest ona "samodzielnie wychowującą". Akurat w jej przypadku ojciec płaci alimenty, ma więc swój - nazwijmy to "wkład" w życie dziecka. Czemu więc samodzielna?

CZAS SIĘ ROZSTAĆ

Rozstania zawsze są trudne. Zmienia się tylko wielkość kataklizmu. W momencie gdy w grę wchodzi dziecko, nie ma już mowy o minimalizacji liczby ofiar. Ofiara już jest. Wiadomo, że dwie dorosłe, dojrzałe osoby, które są odpowiedzialne za swoją decyzję, za dziecko, które posiadają wspólnie, będą za wszelką cenę dążyć do porozumienia, by jak najbardziej zniwelować skutki, jakie odczuje ich potomek. W idealnym świecie, schowaliby do kieszeni swoje żale i z uśmiechem na ustach, wspólnie choć osobno, z równym zaangażowaniem zaspokajaliby potrzeby materialne, emocjonalne i intelektualne swego dziecięcia. 

Niestety nie żyjemy w idealnym świecie. Na naszym szaro-burym podwórku wygląda to nieco inaczej. Jak już wspominałam,  w 90 % (ja bym nawet się pokusiła o liczbę 99%) przypadków dziecko pozostaje z matką. Dziecko jest pod jej opieką przez 24 godziny. Gdzie jest wtedy ojciec? On tez wypełnia swój obowiązek wobec potomka, robi przelew alimentów i po robocie. Choć to, że płaci też nie jest oczywiste i dla wszystkich panów wiadome.

KIESZONKOWE

W naszym kraju wciąż pokutuje przekonanie, ze alimenty to dla matki extra kasa, którą przeznacza pewnie na własne przyjemności. Takie kieszonkowe na paznokcie czy fryzjera. Ot łatwy zarobek. Zapomina się jednak, że jest przecież jeszcze dziecko na utrzymaniu matki. Na utrzymaniu? - zapytacie, przecież ojciec jej alimenty płaci, ma z czego dzieciaka  wykarmić. Tak na utrzymaniu. W Polsce poziom alimentów jest czasami wręcz absurdalny. Kobiety cieszą się gdy "dostaną" 500 zł. A cóż to jest. Biorąc pod uwagę, że po pierwsze - to kobieta ponosi koszty zabezpieczenia warunków mieszkaniowych na odpowiednim dla dziecka poziomie. To ona płaci za czynsz, nie rzadko ratę kredytu, rachunki, żłobek/przedszkole itp. A to tylko podstawowe koszta, bo dziecko rośnie w zatrważającym tempie, brudzi się też zadziwiająco regularnie i szybko, trzeba więc co chwila prać, prasować, kupować wymieniać. Dziecko jak to dziecko, lubi też sobie pochorować. Kto wtedy jest zmuszony pozostać z nim w domu? Kto jest skazany na mniejsze w tym czasie wynagrodzenia? Kto zwalnia się z pracy, by iść do lekarza? Kto płaci kosmiczne pieniądze na leki dla dzieci?

NIESPRAWIEDLIWOŚĆ 

A to wszystko za dużo niższe wynagrodzenie, niż zarobki mężczyzn. Alimenty nie są prezentem, czy dobrą wolną "tatusia". Alimenty są jego zasranym obowiązkiem i powinny zaspokajać nie tylko podstawowe potrzeby dziecka, ale także inne wydatki, które pojawiają się wraz z rosnącym dzieckiem. Bo małe dziecko to mały "kłopot". Co w momencie, kiedy pójdzie do szkoły? Kiedy zaczną się zajęcia dodatkowe, na które trzeba zawieźć, przywieźć? Co ma powiedzieć mama, gdy dziecko poprosi o nowy ciuch, będzie chciało pojechać na wycieczkę szkolną, pójść do kina? 

Pieniądze, a raczej ich brak nie są jedyną bolączką samodzielnie wychowujących mam. Mało kto też pamięta z jaką odpowiedzialnością wiąże się wychowywanie dziecka, jak mało z życia, tym bardziej gdy jest się w pojedynkę, zostaje po odliczeniu czasu poświęconego dziecku. Jak ciężko zbudować swoje życia od nowa, mając tyle obowiązków na swej samotnej głowie. Taka mama zazwyczaj zapomina o sobie i swoich potrzebach. Nie ma czasu na prywatne życie, a już poznanie kogoś interesującego graniczy z cudem. Bo gdzie skoro wieczory spędza się na wspólnym odrabianiu lekcji, przygotowywaniu obiadu na drugi dzień, kąpaniu, czytaniu bajek i usypianiu? 

CO NA TO OJCIEC? 

Nie chciałabym wrzucać wszystkich ojców do jednego wora. Ja wiem, że są tacy, którzy daliby się pokroić, przeżuć i wypluć za swoje dzieci. Świetnie, że tacy istnieją, bo dają nadzieję, że gatunek prawdziwych, odpowiedzialnych mężczyzn nie jest jeszcze na wyginięciu. Mimo całej swej sympatii do nich, dziś to nie oni będą na świeczniku. 

To tekst o tych panach, którzy myślą, że wydalając z siebie niewielką ilość spermy, spełnili już swój męski obowiązek. Skoro przyczynili się do jego poczęcia, ich męskie ego stanęło na wyżynach samouwielbienia, dając możliwość zaistnienia we wszechświecie jego wspaniałym genom. To tekst do tych, którzy myśląc, że jeśli nie zapłacą alimentów, to są "januszami biznesu", bo udało im się oszukać tę jędzę, która kiedyś go uwiodła swoim młodym ciałem, a potem zaczęła się czepiać i wymagać od niego partnerstwa. A tak naprawdę okradają swoje dzieci. Okradają je z godności, z resztek poczucia bezpieczeństwa jakie stara zapewnić się im matka i szans na sprawiedliwy i równy start w dorosłe życie. 

Dlaczego tak mnie ujęło to stwierdzenie? Dziewczyna co prawda nie jest samotną matką w rozumieniu prawa. Jej dziecko ma wpisanego ojca w akt urodzenia, który przeznacza jakąś tam kwotę na jego utrzymanie. Ona jest mamą samodzielną, polegającą tylko na sobie, bo drugi rodzic nie widzi potrzeby angażowania się w życie swojego dziecka. Ona nie jest samotna, bo ma swoje ukochane dziecko przy sobie. Ona jest samodzielna bo jest dumna z tego, że chociaż nie zawsze jest łatwo, nie zawsze ma siłę, która bardzo często jest wystawiana na kolejne próby, ona daje radę sama. W pojedynkę stawia czoło następującym po okresie względnej ciszy burzom, dzielnie znosząc przeszywający chłód odrzucenia, powalający wiatr niesprawiedliwości i trudny do zniesienia deszcz smutku i żalu. 

Dla mnie samodzielna mama to bohaterka dnia codziennego. Ogromne brawa i ukłony kieruję w stronę każdej z Was, która jest w podobnej sytuacji. Jesteście Wielkie. 


Miłego Dnia ! 

J. 






10 komentarzy:

  1. Mnie się takie rozróżnienie samotnej i samodzielnej bardzo podoba.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywiście w tym kraju o alimenty nie łatwo, sama mam w dalszej rodzinie taki przykład. Określenie samodzielna brzmi zdecydowanie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  3. W moim otoczeniu jest kilka matek samotnie wychowujących dzieci, ale tylko jedna z nich otrzymuje na czas alimenty, reszta toczy batalie o nie w sądzie. Przykre to, że to właśnie dzieci cierpią.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie przeraża to jak alimenty potrafią by śmiesznie małe na dziecko :/

    OdpowiedzUsuń
  5. W wielu małżeństwach czy parach tak jest że matka samodzielnie wychowuje dziecko a ojciec daje tylko kase bo np jest za granicą. Podziwiam kobiety samodzielnie wychowujące dzieci

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja bliska koleżanka jest taka mama, ojciec robi przelew raz wmiesiacu, a dziecko widział ostatnio kilka lat temu. Dziewczyna radzi sobie lepiej niż nie jedna, która ma męża do pomocy

    OdpowiedzUsuń
  7. Brat płaci alimenty co miesiąc i nie ma z tym problemu z córką widuje się rzadko bo mieszkają za granicą od dwóch lat.

    OdpowiedzUsuń
  8. Gdybym kiedyś rozstała się z mężem - to mimo wszystko oczekiwałabym od niego aktywnego uczestnictwa w wychowanih i życiu dziecka. Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy tylko przelewa alimenty na konto - a poza tym nic go nie interesuje. Myślę, że sam z siebie nadal byłby zaangażowany - ale fakt, faceci bywają różni...

    OdpowiedzUsuń
  9. Zgadzam się z każdym słowem. Bardzo podziwiam mamy samotnie wychowujące dzieci. Przecież to nie kwestia tylko pieniędzy, ale ogarnięcia wszystkiego. A alimenty rzeczywiście są zazwyczaj bardzo niskie i w żaden sposób nie odzwierciedlają rzeczywistych potrzeb dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dla mnie to sa prawdziwe bohaterki, wielki szacunek dla nich

    OdpowiedzUsuń