Dom czy Mieszkanie - oto jest pytanie!

I NA CZYM STANĘŁO? 

Od zawsze mieszkałam w bloku. W czasach dzieciństwa był to niewielki, wielorodzinny budynek, gdy przekroczyłam próg dorosłości - mieszkania w blokach z wielkiej płyty. Byłam przyzwyczajona do posiadania sąsiadów, odgłosów zza ściany czy upalnych letnich dni na czwartym piętrze. Nie miałam nawet prawa jazdy, bo zwyczajnie nie potrzebowałam samochodu, choć przygodę z kursem miałam już za sobą. Mieszkając na dużym osiedlu pod przysłowiowym nosem miałam wszystko; sklepy, przychodnie, apteki, szkoły, a nawet kolegę z pracy, który mieszkał bramę obok i z którym mogłam dojeżdżać. Istna logistyczna sielanka. 


Komplikacje zaczęły się w momencie przeprowadzki do rodzinnego domu R. Niby też miasto, ale do najbliższego marketu ponad dwa kilometry, z dojazdem do pracy też problem, bo nikt w okolicy nie mieszkał, więc zostałam skazana na komunikację miejską. I to był punk zwrotny. Gdy pierwszy raz jechałam stamtąd do pracy, pokonanie sześciu kilometrów w linii prostej zajęło mi półtorej godziny, stwierdziłam, że tak się nie da żyć i znów wróciłam do tematu prawa jazdy. Na szczęście szybko zdałam i problem z dojazdem się skończył. Nadal jednak były to przedmieścia i dojeżdżać trzeba było wszędzie. Myślałam, że nigdy nie przywyknę do takiego życia... A jednak. 

Mieszkamy już tu pięć lat, lecz jakieś dwa lata temu zaczęło nas coś uwierać. Chcieliśmy więcej. Tym bardziej, że niby żyjemy w mieszkaniu, a doganiają nas "uciążliwości" domku, takie jak własne ogrzewanie, brak podpięcia do miejskiej ciepłej wody czy gazu. W ten sposób zrodził się pomysł własnego domku na wsi. Skoro i tak już jesteśmy nauczeni takiego życia, czemu nie pójść na przysłowiowe "swoje"? Mieliśmy już nawet upatrzoną działkę, jednak jak to zwykle w życiu bywa, wszystko się pokomplikowało, a rzeczywistość sprowadziła nas na ziemię. Wtedy też pojawił się pomysł własnego M. Jak nie dom to chociaż mieszkanie. Starałam się szukać jak największej ilości plusów. Przecież to tylko kwestia kilku lat, jak Helena pójdzie do szkoły. Miasto kusiło wygodą, komunikacją miejską, długo otwartymi sklepami, klubami fitness, restauracjami i wszelkimi innymi udogodnieniami. W mieście łatwiej by nam było zorganizować czas sobie i Helenie, w sposób produktywny i kreatywny. Odpadłyby ciągłe dojazdy, kiedy Helena zacznie już przygodę z zajęciami dodatkowymi, kiedy w domu czegoś zabraknie, lub kiedy zechce nam się wyjść do baru. Nie interesowałoby nas ogrzewanie, remont dachu czy koszenie trawy. Zaczęłam się więc rozglądać za czymś interesującym i tutaj po raz kolejny zderzyłam się ze ścianą złożoną z miliona monet. Miałam wrażenie, że powierzchnia mieszkań zaczęła jakimś dziwnym trafem niewyobrażalnie się kurczyć, podczas gdy ich cena poszybowała na wyżyny absurdu. Poza tym cały czas miałam jednak przed oczami marzenie domku na wsi. 

Kolejny raz trzeba było wszystko przemyśleć i przekalkulować. Znów wróciliśmy do punktu wyjścia. Żeby było zabawniej, temat domku powrócił także niczym bumerang. Tym razem już podjęliśmy ostateczną decyzję. I tak oto, po pół roku poszukiwań, zjeżdżeniu okolicy wszerz i w poprzek, oglądnięciu dziesiątek ogłoszeń, w lutym poprzedniego roku znaleźliśmy miejsce idealne. Otoczona polami i lasem, na wzniesieniu, z widokiem na góry działka, stała się spełnieniem naszych marzeń. Choć dopiero po części. Na samą budowę trzeba będzie jeszcze poczekać, ale najważniejsze, że decyzja została już podjęta. 

Nie wiem jak będzie wyglądało nasze życie, gdy przeprowadzimy się na wieś, ale jestem szczerze ciekawa jak to się wszystko potoczy. To będzie niesamowita przygoda zarówno dla mnie jak i dla naszej całej rodziny. Trzymajcie za nas kciuki :)

Macie może jakieś rady dla laika? Kto zamieniał mieszkanie na dom? Jesteście zadowoleni? Jestem ciekawa Waszych doświadczeń?

Miłego dnia !

J.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz