SAMA SOBIE WINNA? 

Ostatnio w sieci natknęłam się na artykuł na blogu Nieperfekcyjna Mama . We wpisie inspirowanym rozmową z jedną z czytelniczek, autorka pokazuje jak wygląda świat kobiety, która ma niemalże pewność, że mąż już jej nie kocha. Nie interesuje się nią, nie docenia, w ogóle nie dostrzega jej obecności. Stworzył sobie swój świat, namiastkę życia obok niej, ale bez jej udziału. Oryginalną treść znajdziesz tutaj.

Oprócz samej historii i emocji jakie ze sobą przynosi, najbardziej poruszyły mnie komentarze pod tym postem. Choć zdecydowana większość naszpikowana była zrozumieniem i współczuciem, to zdarzały się tez takie, które sugerowały, że kobieta jest sobie sama winna.

źródło : https://www.freepik.pl

Podobno mamy to zapisane w genach. Chcemy za wszelką cenę dogodzić innym, stanąć na wysokości zadania i poszybować na szczyty zorganizowania i życiowego ogarnięcia. Podobno rozpieszczamy naszych mężczyzn do granic możliwości, a potem ze zdziwieniem odkrywamy, że traktują nas jak służące, a nie żony, partnerki, dziewczyny. Podobno, aby utrzymać zainteresowanie faceta, należy od czasu do czasu mieć go w szanownych czterech literach. A najlepiej wszystko mieć w tych czterech literach. Mieć tam dzieci, ich obowiązki i czas na przyjemności, prace w domu, zakupy i gotowanie. I wtedy on nas doceni, zauważy, na oścież otworzą mu się oczy. Jasne. 

Czy dbanie o własną rodzinę, o jej dobre samopoczucie, jest oznaka słabości, która sprawia, że oto ów mąż przestaje się interesować wszystkim co wystaje poza czubek jego nosa? Nie, nie i jeszcze raz nie. Kobieta, która przykłada wszelkich starań, aby codzienne życie było poukładane, spokojne, uporządkowane nie jest tematem do pogardy, a do wdzięczności. Na próżno doszukiwać się jej winy tym, że wykonuje swoje obowiązki trocząc się o męża, dzieci, rodzinę, którą przecież z nim stworzyła. Każdy normalny człowiek byłby szczęśliwy i dumny, że wraca do uporządkowanego, ciepłego domu, gdzie już w drzwiach wita zapach pysznego obiadu. 

Jasne, nadskakiwanie też nikomu nie wyszło na dobre, ale przepraszam bardzo, czy on tą rodzinę założył pod przymusem? Ktoś mu kazał czy zrobił to z własnej woli? Moim zdaniem ten facet nie stanął na wysokości zadania. Jaki przykład daje dzieciom, jaki model przekazuje, traktując ich matkę jak powietrze? To jego obowiązek by pokazać jak powinny wyglądać relacje w rodzinie, jak mężczyzna traktuje kobietę, na czym polega rola taty. To, że uchyla się od tego obowiązku jest spowodowane codziennym, ciepłym obiadem, wyprasowanym praniem, czy czystą podłogą? Bo szczerze nie wiem. 

I wiecie co? Mam po dziurki w nosie tego argumentu, że kobieta jest sama sobie winna. Bo to, że ktoś kocha swoją rodzinę i dba o nią, nigdy, przenigdy nie powinno być traktowane jako powód do wstydu, kłótni czy poczucia winy. Powiedzmy to głośno i wyraźnie. To, że jesteś oddaną żoną, cudowna mamą i wspaniałą gospodynią, nie upoważnia Twojej drugiej połówki di odpuszczania. To, że facet Cię olewa nie jest Twoją winą, lecz jego. Koniec kropka.

Kończę bo mi ciśnienie skoczyło :) 

Miłego dnia! 

J. 

1 komentarz:

  1. Niestety społeczeństwo ma tendencje do obwiniania kobiet, szczególnie ofiar.

    OdpowiedzUsuń