Bieda menstruacyjna...

 ...CZYLI WSYDLIWY TEMAT WIELU KOBIET I DZIEWCZĄT

Choć wydaje się, że żyjemy w bardzo postępowych czasach, są tematy, które nadal u wielu wywołują rumieniec zażenowania. Jednym z nich jest miesiączkowanie. Każda dziewczyna kiedyś tego doświadczy i nie powinno się z tego robić tematu sprawy, tym bardziej, że dotyka ponad połowy populacji. Tym większe moje zdziwienie kiedy przeczytałam, że wiele dziewcząt nadal wstydzi się tego, ze miesiączkuje. Niekiedy jest to spowodowane nie tylko wstydem z samego faktu, lecz wstydem w związku z braku najpotrzebniejszych środków higienicznych. nie spodziewałam się, że w naszym kraju mogą być jeszcze osoby, których zwyczajnie nie stać na zakup choćby najtańszych podpasek. 

Problem jest widoczny nie tylko w krajach słabiej rozwiniętych, lecz na całym świecie. Z pośród 1,9 miliarda miesiączkujących dziewcząt i kobiet ponad 500 milionów, nie może w pełni dbać o swoją higienę podczas okresu, właśnie z powodu braku środków higienicznych czy choćby toalet. Z badań przeprowadzonych przez Kulczyk Fundation wynika, że w samej Polsce do tej grupy można zaliczyć około 500 tysięcy osób. Te liczby są zatrważające. 

Sama pochodzę z bardzo biednej rodziny. Teraz dopiero umiem o tym otwarcie mówić. Zajęło mi to sporo czasu, jednak uważam, ze trzeba o tym głośno mówić by obedrzeć problem właśnie ze wstydu i zmowy milczenia. Choć nigdy się nie przelewało, bo moi rodzice byli jacy byli i ogarniali tak jak ogarniali, jednak teraz widzę, że nie było aż tak źle. Chociaż z mamą nie byłam jakoś specjalnie blisko, o tym, że dostałam okres powiedziałam właśnie jej. Powiedziała mi wtedy gdzie leżą podpaski i tyle było z kobiecej rozmowy :) Nigdy jednak nie było sytuacji, kiedy tak potrzebnej rzeczy by mi zabrakło. Tamponów co prawda nie było, bo mama ich nie używała, ale podpaski zawsze. 

Dlatego tak ciężko mi z tym, że są kobiety i dziewczęta, które nie mogą liczyć nawet na najtańsze podpaski. Zrozumcie mnie dobrze... Pamiętam taką prawdziwą biedę. Był nawet taki czas, że sąsiedzi przynosili nam zupę. Serio. A jednak na to czego potrzeba dojrzewającej dziewczynce, zawsze były pieniądze. Historie o wacie i pociętych szmatach słyszałam tylko z opowieści kobiet w wieku mojej babci. W głowie mi się nie mieści, że w dzisiejszych czasach, takie stare, babcine sposoby nadal są stosowane tylko dlatego, że w rodzinie albo nie ma pieniędzy, albo relacji. 

Podejrzewam, że gdybym była w aż tak trudnej sytuacji, pewnie też bym się wstydziła i tym komuś powiedzieć. Też chowałabym się w toalecie lub omijała szkołę szerokim łukiem w tych dniach. Ostatnio problem się nawarstwił przez pandemię. Do tej pory dziewczynki mogły chociaż zgłosić się doi szkolnej pielęgniarki w razie potrzeby, ale gdy szkoły przeszły na tryb zdalny zostały pozbawione zazwyczaj jedynej możliwości by w sposób cywilizowany poradzić sobie z okresem. 

Moim siostrom zawsze wpajałam, że mają nosić podpaski czy tampony zawsze przy sobie. Nawet jeśli nie dla siebie, to właśnie po to, by w trudnej chwili wspomóc jakąś koleżankę. Nigdy nie wiemy do końca kto zajmuje ławkę obok. Jaka jest sytuacja tej osoby. My,  jako dorośli, powinniśmy wpajać naszym dzieciom, zarówno dziewczynkom jak i chłopcom, że miesiączkowanie jest najnormalniejsze po słońcem. To czysta fizjologia. Nikogo nie ominie. młodzi ludzie muszą to zrozumieć i wykazywać się wobec swoich rówieśników większa empatią i zrozumieniem. Ale za tym stoimy my. To jest nasze zadanie i nasza odpowiedzialność. Póki dorośli będą robić z okresu temat tabu, nigdy nie wyjdziemy ze spirali wstydu. 

Ja już rozmawiam z Helenką na temat miesiączki. Tłumacze jej na tyle ile jest w stanie zrozumieć, ale już widzę, że jest na tyle "obyta" z tematem, że stał się czymś normalnym i oczywistym. Bardzo ważne jest by od małego nie stwarzać sztucznie tematów tabu. Dziecku można tak naprawdę wytłumaczyć wszystko, trzeba tylko użyć odpowiednich słów :) 

Jednak problem nie dotyka jedynie młodych, niedoświadczonych dziewcząt. Z biedą menstruacyjną zmagają się także dorosłe kobiety, które na podstawowe środki higieny osobistej zwyczajnie nie mają pieniędzy. Albo nawet jeśli mają pieniądze to lista priorytetów jest tak długa, ze ich potrzeby lądują na szarym końcu. Nie wyobrażam sobie stanąć przed takim wyborem. Nie potrafię sobie wyobrazić z  jakim poczuciem bezsilności musi się to wiązać, z jak wielką niemocą i wręcz odarciem z godności. I tu nie ma jednego rozwiązania. Działać trzeba wieloetapowo. 

Pierwsze co mi przychodzi na myśl, to, że powinno być jak najwięcej miejsc, gdzie za darmo byłyby dostępne wszelkie środki higieny osobistej. Jest już ich sporo, w szkołach, w bibliotekach powstały "Różowe Skrzyneczki", czyli taki koszyczek bezpieczeństwa. W wielu firmach już można zauważyć w pełni wyposażone koszyczki w toaletach. To cieszy. 

Mam nadzieję, że z czasem to uczucie wstydu, które teraz tłamsi wiele dziewcząt, w końcu zniknie pod ciężarem świadomości, wyrozumiałości i pomocy nas wszystkich. Jeśli chcesz w jakiś sposób pomóc i masz w swojej okolicy szkołę, miejski ośrodek pomocy społecznej czy dom dziecka, zapytaj czy nie potrzebują środków higienicznych. Dla mnie, dla Ciebie zakup kilku paczek podpasek czy tamponów nie będzie wielkim wydatkiem, a komuś może naprawdę pomóc. 


Miłego dnia! 

J.  







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz