Słowo na W...

 CZYLI JAK ROZMAWIAĆ Z DZIECKIEM O WOJNIE? 

Jakiś czas, gdy wracałyśmy z przedszkola, Helenka jak zwykle opowiadała mi jak minął jej dzień. W pewnym momencie zapytała : "Mamo, jak się nazywają, Ci którzy walczą z Ukraińcami?". Odpowiedziałam, że Rosjanie i byłam niesamowicie ciekawa skąd w ogóle takie pytanie. Helenka bez namysłu odpowiedziała, że po prostu chciała, żebym jej przypomniała, bo ona wiedziała, ale zapomniała. 

Wiedziałam, że prędzej czy później taka rozmowa musi się odbyć, bo i tak te informacje do niej dotrą. Nie chciałam by ktoś obcy ją wystraszył. Nie ma chyba jednego, sprawdzonego sposobu na to w jaki sposób rozmawiać z dzieckiem na tak trudne tematy. Każde dziecko jest inne, ma inny próg zrozumienia, strachu i empatii. Jestem jednak zdania, że rozmawiać trzeba. Nawet jak temat jest straszny. 


Najlepiej, by taka rozmowa zaczęła się w sposób naturalny. Tak jak u nas, bez specjalnej otoczki, w drodze z przedszkola, jak zawsze. Nie chciałam wprowadzać nerwowości jaką przynosi taka "zaplanowana" pogadanka. Myślę, że na początku musimy się dowiedzieć czy nasze dziecko ma już wiedzę na dany temat. Ja zapytałam Helenę czy w ogóle wie co to jest wojna. Ku mojemu zaskoczeniu, odpowiedź była twierdząca. Potrafiła tez swoimi słowami wyjaśnić to pojęcie. Okazuje się, że już w przedszkolu rozmawiają na tak poważne tematy. Z drugiej strony wcale się nie dziwię, że muszą "zasiać ziarno", ponieważ coraz więcej dzieci pojawi się w ich otoczeniu. Nasze dzieci muszą być na to przygotowane i wiedzieć dlaczego taka sytuacja zaistniała. 

W rozmowie z Heleną starałam się nie używać słów nacechowanych negatywnie. Wiem, że przy tak drastycznym i na wskroś złym temacie, jest to ciężkie do osiągnięcia, ale się da. Nie chodzi jednak o to by bagatelizować sytuację. Raczej o to, by dostosować zarówno słownictwo jak i ładunek emocjonalny do wieku dziecka. Wojna to straszne zjawisko, cierpi tak wiele, niewinnych osób, lecz zamiast używać słowa " bombardują" czy "zabijają", można użyć "najeżdżają", "chcą zabrać". Rozumiecie o co mi chodzi? 

Warto też, tak jak już wspomniałam wcześniej, przygotować dziecko, na to, że wokół nas pojawią się ludzie, którym trzeba będzie pomóc. To też są ciężkie sprawy. Małe dziecko nie do końca rozumie, co to znaczy porzucić swój dom i uciekać przed wojną. My mieliśmy nieco ułatwioną sytuację, ponieważ Helena pomagała, zarówno w lokalnym centrum kryzysowym, kompletując paczki, jak i pomagając mi w przygotowaniu i wyposażeniu naszego poprzedniego mieszkania na przyjęcie kobiet i dzieci z Ukrainy. Pomoc uchodźcom przestała być dla niej czymś nierealnym, czymś o czym mówi się w telewizji. Mogła to poczuć na własnej skórze. przeżyć te emocje. przetworzyć je. Mogła dotknąć tego problemu, stał sie dla niej namacalny. Teraz widzę, że takie doświadczenie dało jej naprawdę wiele. Mam wrażenie, że dużo bardziej zrozumiała o czym rozmawiamy. 

Kiedyt te wszystkie informacje dotrą do dziecka tak naprawdę, może pojawić się strach. W końcu sama narracja zewsząd budzi grozę. Mówi się o naszych sąsiadach. A dla dziecka sąsiad to ta pani z naprzeciwka, dzieciaki z góry czy staruszek spod jedynki. Może się wydawać, że skoro u sąsiada jest tak źle to i nam grozi straszne niebezpieczeństwo. Tym bardziej, że w Polsce, na początku wojny rozszalała się panika. Kolejki do bankomatów liczyły dziesiątki metrów, w sklepach brakowało towaru, a ceny paliw rosły w szaleńczym, tempie (choć to akurat nadal pozostało). W powietrzu unosił się zapach paniki. I jak takie małe dziecko ochronić przed tym szałem? 

Po pierwsze - samemu nie panikować. Nic tak nie denerwuje dziecka jak zdenerwowany rodzic. Tylko nasze opanowanie spowoduje, że dziecko również zachowa spokój. Myślę, że na takie pytania, które podszyte są strachem, trzeba odpowiedzieć w taki sposób, by pokazać dziecku, że choć wojna jest bardzo zła, to zagrożenie jest daleko. Ja pokazałam Helen ce gdzie leży Ukraina, gdzie ta wojna się odbywa i choć dla nas jest to stosunkowo niedaleko, tuż za granicą, to dla dziecka taka odległość jest wręcz niemierzalna. 

Oczywiście strach jest też normalną reakcją. Dziecko również powinno wiedzieć, że ma prawo do takiego uczucia. Jednak póki jest z rodzicami, nic mu nie grozi, bo naszym największym obowiązkiem, jest zapewnienie mu bezpieczeństwa.  

I ostatnia rzecz. Myślę, ze zgodzicie się z tym stwierdzeniem, żeby jednak ograniczać dziecku napływ informacji. Szczególnie małemu. Lepiej nie zaczynać przy dziecku rozmów na temat wojny. Jeśli już się taki toczą, na przykład przy świątecznym stole, przekierujmy rozmowę na pozytywne aspekty. Wiem, że w takiej sytuacji czasami ciężko jest się doszukać czegoś dobrego, ale spróbujmy. Spójrzmy na temat od innej strony, na przykład osób pomagających, czy to na granicy, czy to w specjalnych centrach pomocy, czy gdziekolwiek indziej. Polacy pokazali tak wielkie serce uchodźcom z Ukrainy, że jeśli chcemy rozmawiać o wojnie, rozmawiajmy o tym. 

Mam nadzieję, że coś wybierzecie dla siebie z moich wskazówek i Wasza rozmowa z dzieckiem minie spokojnie i da zarówno dziecku i jak i Wam poczucie bezpieczeństwa. 

Miłego dnia! 

J. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz