Jak Radek wpadł w sidła nałogu

Cześć !

Dziś będzie o temacie dość trudnym. Cała historia miała swój początek, jakiś rok temu. Zaczęło się dość niewinnie. Spróbowaliśmy najpierw oboje. Mi znudziło się szybko, lecz Radka entuzjazm nie słabł. Początkowo robił to raz dziennie, lecz z czasem częstotliwość wzrosła. Teraz przed jakąś większą gościną potrafi dochodzić do tych incydentów nawet kilka razy w ciągu dnia. Podejrzeń nabrałam dopiero, gdy zaczął znikać wieczorami. Zamykał się w czeluściach kuchni i wracał ubrudzony jakimś białym proszkiem. Próbowałam z nim rozmawiać, jednak ona ma swoje argumenty. Mówi, że lepiej się dzięki temu czuje, ma więcej energii, a i waga samowolnie spada. Wtedy do mnie dotarło, że Radek wpadł w sidła nałogu. Muszę to głośno powiedzieć... Radek jest uzależniony od pieczenia domowego chleba.






Wszystko zaczęło się, gdy byłam jeszcze słonio-ludziem (czytaj : pod koniec ciąży). Dopadło mnie wicie gniazda, więc większość czasu spędzałam przed laptopem, ewentualnie w lodówce. Choć mieściła się tylko głowa :) W szale internetowych zakupów, zamówiłam Bertę. Uwielbiam nadawać imiona sprzętom domowym. Berta jest niczym innym, jak maszyną do wypiekania chleba. Już sama nazwa mówi wszystko, mimo, że Berta potrafi o wiele więcej. W zestawie znajduje się wspomniana maszyna, pojemnik do wypieku, mieszadło, foremki do wypieku bagietek i książeczka z instrukcją wraz z przykładowymi przepisami. Początkowo to ja je wszystkie testowałam, lecz z czasem to Radek przejął chlebową pałeczkę. Muszę przyznać, że stał się w tym mistrzem. Nie stosuje się już do żadnego przepisu. Robi wszystko na oko, a smak oraz wygląd pieczywa, za każdym razem jest inny. Chyba nie skłamię, jeśli powiem, że do tej pory nie jedliśmy dwóch takich samych bochenków. Do skomponowania własnego chleba używamy rozmaitych mąk. Głownie pszenną, pszenną razową, żytnią i moją ulubioną - orkiszową. Potrzebne są również drożdże. Póki co stosujemy się do wytycznych z książeczki, więc używamy drożdży suchych. Myślę, że niebawem przyjdzie pora, by nauczyć się zamiany na mokre. Jako dodatki, mieliśmy już słonecznik, żurawinę, rodzynki, płatki owsiane, nasiona dyni, siemię lniane, czarnuszkę, a nawet cebulę i czosnek. Chleb cebulowy rewelacyjnie pasuje do swojskiego grilla.

Pieczenie własnego chleba jest nie tylko bardzo zdrowe, ale i ekonomiczne. Porządny, około kilogramowy bochenek, kosztuje nas niewiele ponad trzy polskie złote. Do tego może postać nawet tydzień, choć zazwyczaj zjadamy go dużo szybciej. Taki chleb prędzej się zeschnie, niż spleśnieje, co niestety kupnemu zdarza się częściej. Dodatkowym plusem jest oszczędność czasu. Radek zazwyczaj wstawia program na noc, tak, abyśmy rano mieli ciepłe pieczywko. Trzeba tylko pamiętać, że nie można wtedy używać jajek.

Uwielbiam ten moment, gdy rano, zaraz po przebudzeniu czujesz unoszący się zapach świeżego, jeszcze gorącego chleba. Ta chwila potrafi pozytywnie nastroić nawet najgorszy dzień. Najlepsze są niedzielne poranki, bo wtedy najczęściej jemy śniadania na słodko. Ostatnio idealnie nam się wpasowało ciasto z rodzynkami, zrobione w maszynie,. które przypominało w smaku maślana babeczkę. Do tego dżemik, biały ser i miód... Do szczęścia mi wtedy niewiele brakuje :)

Chleby i ciasta, to wiadomo, że zrobimy dzięki wypiekaczowi, ale kto by pomyślał, że można mieć dzięki niemu, domowej roboty dżem? Ano tak. Berta i to potrafi. Dodatkowo, wyrobimy też ciasto na pizzę - z tej opcji korzystamy bardzo często. Możemy zafundować sobie iście paryskie śniadanko i podać francuskie bagietki.

Wiadomo, że plusów jest sporo. Minusów nie widzę wcale, ale ja ogólnie ślepa jestem, więc mogę się mylić. Jak dla mnie najważniejsze jest to, że dokładnie wiemy, co jemy. W naszym chlebie nie znajdzie się nic, co nie zostałoby przez nas dodane. Jest to niezwykle ważne, w czasach, gdy trzeba zwracać szczególną uwagę na jakość pożywienia. Bo przecież jemy, żeby żyć długo i móc cieszyć się dobrym zdrowiem.




12 komentarzy:

  1. Hahahha, zabrzmiało tejemniczo i drastycznie;) Brawo Radek, super sprawa domowy chlebek :) Trzymam kciuki na pzrejście na kolejny stopień wtajemniczenia a mianowicie robienie chlebka na zakwasie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, taki był zamiar :) Jak wskoczymy na wyższy level, na pewno damy znać. Pozdrawiamy :)

      Usuń
  2. Może wstyd przyznać, ale jeszcze nigdy nie piekłam własnego chleba :) ale coraz więcej osób oddaje się temu zajęciu, wiec może bliscy mnie zmotywują i w końcu zabiorę się do roboty :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żaden wstyd :) Naprawdę mogę polecić. U nas nawet, nasz roczniak zajada ze smakiem.

      Usuń
  3. hahahaha początek mistrzowski ! :) myślałam że tutaj kryje się jakiś dramat a tu proszę kunszt kulinarny! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie, że się spodobało :) ostatnio, przyjaciel powiedział mi, że brakuje mi dramatyzmu ;)

      Usuń
  4. Ja ponownie muszę wyciągnąć moją maszynkę do pieczenia chleba ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na poczatku sie wystraszylam :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojoj już mi ślinka cieknie :) Zjadłoby się taki domowy chlebek. Przez Ciebie jestem teraz głodna

    OdpowiedzUsuń
  7. Taki wypiekacz do chleba daliśmy kiedyś rodzicom - byli zachwyceni! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaczęło się dramatycznie, dobry clickbait, na szczęście kończy się OK ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. hhaha a zapowiadało się ze zgrozą :P klaudia j

    OdpowiedzUsuń