Czy wspomnienie porodu wyblakło? cz. 2

Tak jak obiecałam w poprzednim wpisie, przyszła kolej na ciąg dalszy mojej opowieści z porodówki. Jeśli jeszcze nie czytaliście części pierwsze, zapraszam tutaj


Tak jak wspominałam, I faza porodu, gdy już na dobre się zaczęła, przebiegła bardzo szybko. Sama była zaskoczona, kiedy pani położna stwierdziła, ze mam już dziesięć centymetrów rozwarcia i czas rodzić. Nikt tak nie zrozumie uczuć kobiety jak druga kobieta, która przechodziła przez to samo. W głowie i sercu szaleją tak skrajne emocje, że gdyby można je było zobaczyć, to zostałybyśmy posądzone o co najmniej schizofrenię. Strach miesza się z radosnym oczekiwaniem, przeplatanym niepewnością i czystą miłością. Istne szaleństwo :)   

II FAZA

W końcu nadszedł czas na II fazę porodu, a moim ciałem zaczęły rządzić bóle parte. Nie sądziłam, że organizm może wysyłać aż tak jasne i klarowne sygnały. Postanowiłam się temu poddać i dać działać tej niezwykłej sile. Na szczęście miałam przy sobie zarówno R. jak i wspaniałe położne, które nie zmuszały mnie do niczego. Mogłam swobodnie podążać za tym co podpowiadało mi ciało. O dziwo, w chwili gdy mogłam przeć czułam ulgę. Miałam wrażenie, że wszystko jest na miejscu i dzieje się to, co powinno się dziać. Takie poczucie dodawało mi sił i odwagi. Samo "wypchanie" dziecko było ogromnym wysiłkiem. Helenka, jak mówiły położne, szła z rączką czego skutkiem były dość poważne "obrażenia". Mam wrażenie, że to była kwestia jednego skurczu, bo w kolejnym wykonała nacięcie. 

Bardzo ważna była dla mnie obecność R., o czym pisałam Wam już tutaj tutaj. Podejrzewam, że bez takiego wsparcia, może i dałabym radę, ale sam poród byłby dla mnie z pewnością traumą. Nawet nie z uwagi na ból czy wysiłek, ale na poczucie samotności, bezradności i strachu. Kiedyś uważałam, ze poród to zbyt intymna kwestia, by dopuszczać do niej kogokolwiek. Z czasem podejście mi się zmieniło i nie wyobrażam już sobie rodzić w pojedynkę. 


III FAZA

Jak już kiedyś wspominałam, zdecydowaliśmy się na pobranie krwi pępowinowej, materiału ze sznura pępowiny oraz krwi łożyskowej. Chcieliśmy w ten sposób zabezpieczyć przyszłość naszej córki. Traktowaliśmy to jak formę ubezpieczenia na życie. Wybraliśmy najszerszy pakiet z możliwych, tak by mieć jak najwięcej możliwości w przyszłości. Bo z komórek macierzystych dziecka, mogą korzystać również rodzice jak i rodzeństwo. W tej kwestii rozczarowałam się najbardziej. Nie wiem czy to wina lekarza, który po prostu olał prośbę położnej o odłączenie oksytocyny, czy taki mój urok. W każdym razie wszystko działo się tak szybko, że niewiele materiału udało się pobrać i niestety jego ilość okazała się niewystarczająca do zdeponowania w banku komórek. Czekała mnie jeszcze jedna nieprzyjemna sprawa. 

Szycie. O ile sam poród poszedł gładko,  a ból dzielnie znosiłam, tak w momencie szycia spinałam się niesamowicie. Bolało bardzo i szczerze mówiąc, przed kolejna ciążą chyba najbardziej powstrzymuje mnie to wspomnienie. Dodatkowo lekarz był niemiły, znudzony i opryskliwy. Jak dla mnie mogłoby go tam w ogóle nie być, a położne zajęłyby się mną o sto razy lepiej. 


WSPOMNIEŃ CZAR

Gdy Helenka pojawiła się już po drugiej stronie brzucha, poczułam niesamowite szczęście. Ktoś mi kiedyś powiedział,  że ból przestaje mieć znaczenie w momencie gdy zobaczy się dziecko. W moim przypadku własnie tak było. Kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy, wiedziałam, że z moim udziałem zadziała się magia. To było niesamowite doświadczenie. Nie da się go porównać do czegokolwiek innego. W tamtej chwili byłam gotowa rodzić jeszcze raz, choćby od razu, bo nagroda okazała się niesamowita. Nigdy wcześniej nie czułam takiego szczęścia, wdzięczności i dumy. Mogę więc z czystym sumieniem powiedzieć, że po dwóch latach od porodu, nie zapomina ile wysiłku kosztował, nie zapomina się bólu, jednak te odczucia przestają mieć po prostu znaczenie. Teraz, gdy wspominam mój poród, pierwszym słowem, które przychodzi mi na myśl do tej zmęczonej głowy to MAGIA.

Mam nadzieję, że i Wasze przeżycia są równie magiczne. A jeśli nawet nie, to mam nadzieję, że z czasem własnie takie się staną.

Miłego dnia!

J.
















7 komentarzy:

  1. Wspomnienia porodów nigdy nie bledną. Ja do dziś doskonale pamiętam swoje trzy, choć dziś najmłodsza córka już sama jest matką.

    OdpowiedzUsuń
  2. Poród to niesamowite przeżycie, mój był 2.5 roku temu a pamiętam dokładnie wszystko. Było mi ciężko ale moja córka jest tego wynagrodzeniem

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeżyłam jak dotąd dwa porody i pamiętam oba jak byto bylo wczoraj

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznam Ci, że ja szycie krocza też wspominam najgorzej. A podejście lekarza podobne do Twojego lekarza. Znudzony i zniesmaczony. Masakra...

    OdpowiedzUsuń
  5. Szycie... Dlatego cieszę się, że mnie uśpili po porodzie i obudziłam się na ostatnie 2 szwy (łącznie miałam grubo ponad 20).

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja z jednego porodu nie pamiętam nic a nic ponieważ byłam usypiana, a drugi pamiętam aż za dobrze... ;p

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja jakiś czas temu słuchałam wspomnień z okołoporodowego momentu życia pewnej osoby. Włos sie jeży na głowie.

    OdpowiedzUsuń