Nauczycielu! Nie zazdroszczę Ci

Strajk nauczycieli przybiera na sile. Pojawiają się coraz mocniejsze i gorętsze emocje, które często biorą górę. Wśród tylu sprzecznych głosów, ciężko jest usłyszeć jeden - właściwy. Każdy ma prawo do własnych poglądów i zdania na dany temat, jednak dużo łatwiej jest osądzać, gdy problem nas nie dotyczy. Inaczej się podchodzi do problemu, gdy jest nasz własny.



Nigdy mi przez myśl nie przyszło, by pójść drogą, na mecie której jest praca w szkole. Dla mnie jest to zawód niezwykle wymagający. Dość, że jest obciążony wielką odpowiedzialnością, w końcu nauczyciel ma ogromny wpływ na rozwój dziecka, jego poglądów i charakteru, to jeszcze jest bardzo stresogenny. Sama byłam nastolatką, przez mój dom przewinęły się dwie (jedna jest w nim nadal) i szczerze nie zazdroszczę ludziom pracującym w szkole.


DUŻE KLASY

W polskich szkołach klasy są bardzo liczebne. Niestety nie ma jasnych przepisów stanowiących o tym, ilu maksymalnie uczniów może być w grupie. Istnieje rozporządzenie, w myśl którego maksymalna ilość uczniów nie powinna przekraczać 26 osób, jednak dotyczy ono jedynie nauczania wczesnoszkolnego - co swoją drogą i tak wygląda przerażająco. Ponad dwadzieścia dzieciaków o różnych temperamentach, indywidualnych potrzebach, pochodzących niekiedy z różniących się środowisk. Zapanowanie nad taką gromadką jest nie lada wyzwaniem. Ze mnie potrafi wyssać energię jedna dwulatka, a co dopiero cała masa dzieciaków, z naładowanymi akumulatorami i niekończącą się listą pytań.

Im dalszy etap w edukacji, tym niestety gorzej. W szkole średniej liczba uczniów w jednej klasie niejednokrotnie przekracza 30! Ciężko wtedy wybudować jakąkolwiek relację. Nie ma czasu na rozbudzenie zaufania, ciekawości i otwartości. Są za to sztywne ramy programu nauczania i minimalnej ilości ocen w dzienniku. W takich warunkach można jedynie marzyć o indywidualnym podejściu do ucznia, o pochyleniu się nad jego problemami, czy znalezieniu odpowiedzi na jego potrzeby. A są to młodzi ludzie, na starcie swego dorosłego życia, pełni obaw, niepewności, kompleksów. Szukają dopiero swojej drogi, potrzebują kogoś kto im zaproponuje kierunek, kto zobaczy w nich to magiczne "coś" i pomoże odkryć z czego czerpią radość. A o to trudno w gwarze wywołanym przez ponad trzydzieści dorastających, wypełnionych po uszy buzującymi hormonami młodych ludzi.


PRESJA RODZICÓW 

Mało kto lubi pracować pod presją. Nie są to najlepsze warunki, na których człowiek z własnej, nieprzymuszonej woli się zgadza. W pracy nauczyciela niewątpliwie jednym z mniej przyjemnych obowiązków jest obcowanie z rodzicami. Mam wrażenie, że w obecnych czasach to właśnie oni są bardziej roszczeniowi niż sami uczniowie. Wiadomo, że nie można generalizować, ale tyle dziwnych rzeczy się nasłuchałam na wywiadówkach, że już nic mnie nie zdziwi :) Kiedyś słowo nauczyciela było święte, a argument, że ów pedagog uwziął się na danego delikwenta, nikogo nie ruszał. Pewnie sobie uczeń zasłużył, lepiej niech weźmie się do roboty, a nie marudzi :) Teraz wystarczy krzywe spojrzenie młodzieńca, a już pod adresem nauczyciela padają mocne słowa i jeszcze mocniejsze oskarżenia o brak zainteresowania i niespełnianie swego pedagogicznego obowiązku.


PODSTAWA PROGRAMOWA

Podstawa programowa to zestaw treści i umiejętności, które na danym etapie nauczania uczeń powinien znać i posiadać. Jednym z obowiązków nauczyciela jest realizowanie odgórnego programu nauczania. Nie jest to format idealny, z resztą z moich obserwacji wynika, że bardzo daleko mu do ideału. W Polsce przyjmuje się, że dziecko musi się nauczyć wszystkiego. Dosłownie. Zakres wiedzy jaka jest wtłaczana do głów polskiej młodzieży jest ogromny. Nie wiem z czego to wynika, ale jako społeczeństwo uważamy, że trzeba być dobrym w każdej dziedzinie. I tak urodzony humanista męczy się całe dzieciństwo z matematyką, a ścisły umysł klnie pod nosem na gramatykę. Jasne, że podstawową wiedzę należy posiadać, jednak nie w taki sposób. Zamiast uczyć samodzielnego myślenia, umiejętności podejmowania odważnych decyzji, czy wprowadzania w życie kreatywnych rozwiązań, uczy się odpowiedzi według klucza. Każdy przejaw indywidualności jest zabijany przez sztywne reguły systemu oceniania. Zabija się kreatywność u podstaw, pokazuje, że nie opłaca się być innym, trzeba ślepo podążać utartymi ścieżkami. Pewnie  niejednemu nauczycielowi ciężko jest na to patrzeć, a tym bardziej przykładać do tego rękę, ale taka rola została im narzucona.


BRAK SZACUNKU

Tego najmniej nauczycielom zazdroszczę. Dość, że wykonują cholernie ciężką prace, niekiedy użerając się z dzieciakami ( czasami to jedyne możliwe określenie), to jeszcze cały czas doświadczają oceniania, dyskryminowania, wyśmiewania ich pracy. Co to w ogóle jest, ludzie? Skąd w nas wieczna chęć do porównywania i licytowania się kto ma gorzej? Argumenty typu, jak ktoś nie chce być nauczycielem, niech idzie na kasę do Biedronki, są według mnie szczytem chamstwa. Nie chcę obrazić, ani ujmować żadnej grupie zawodowej, ale w coraz większej ilości sklepów są kasy samoobsługowe, pracowników sprzątających powoli wypierają samojezdne maszyny, a ludzi w fabrykach sukcesywnie zastępuje się coraz to nowszymi nowinkami technicznymi. A kto zastąpi nauczyciela? No własnie. Już w tym momencie brakuje pedagogów. Co będzie za kilka lat, kiedy rzeczywiście większość z nich porzuci dotychczasowe zajęcie, w zamian za o wiele lepszą pensję, benefity, karty medyczne i sportowe i wczasy pod gruszą wykorzystane kiedy chcą, a nie kiedy muszą. W pierwszej lepszej szanującej się firmie taki nauczyciel zagrzałby miejsce.

Przykre jest to, że nauczyciele muszą walczyć nie tylko z systemem, ale także z podzielonym społeczeństwem. Tak jest w większości przypadków, gdy w końcu jakaś grupa zawodowa zbierze się na odwagę i zacznie głośno krzyczeć. Zaraz znajdują się głosy, które podważają słuszność ich argumentów, wyśmiewają postulaty czy negują racje. Dajmy im robić swoje, bo jak tak dalej pójdzie i nic w polskim szkolnictwie się nie zmieni, za parę lat nasze dzieci nie będą miały się od kogo uczyć.


Dobra, kończę bo znów się rozwodzę :) Temat jak najbardziej poruszający i elektryzujący. A ja radzę się zastanowić nad tym na chłodno. Dajmy sobie nawzajem prawo do walki o własne racje. Nie odmawiajmy innym tego, by mogli cieszyć się swoją praca i otrzymywać za nią odpowiednie wynagrodzenie. Bo tego powinniśmy doświadczać wszyscy. Jednak póki będziemy wiecznie podcinać sobie skrzydła, nikt z nas nie poleci wyżej.


Miłego dnia i wysokich lotów !

J.












4 komentarze:

  1. Bardzo wyważony i mądry tekst.Ja zrezygnowałam po 25 latach. Miałam dosyć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Początkowo byłam za nauczycielami, ale teraz zaczyna ich zachowanie być niefajne i źle to wygląda

    OdpowiedzUsuń
  3. Tez nie wyobrażam sobie pracy jako nauczyciel.... jednak są ludzie kochający nauczać, osoby z pasją i sercem do zawodu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Temat ten wciąż wzbudza mnóstwo kontrowersji i myślę, że taki stan rzeczy jeszcze długo się utrzyma.

    OdpowiedzUsuń